Archiwa tagu: Tadeusz Błachno

Puchar Polski: Cracovia – Jagiellonia Białystok

(135). Pucharowa przygoda.

Obiekt: Stadion im. J. Piłsudskiego przy ul. Kałuży 1 (35 wizyta)
Data: 25 września, godzina 17.30
Mecz: Cracovia – Jagiellonia Białystok 4-2
(2-1)
Poziom rozgrywek: Totolotek Puchar Polski 2019/2020, 1/32 finału
Widzów: 3 512
Pogoda: 16°
Bilet:
27
PLN

Ledwo skończył się jeden mecz, a już grają następny. To na pewno cieszy, poniekąd może nawet ratuje. Smuci apetyt na autodestrukcję. Żeby się zniszczyć. Są takie momenty kiedy podaję rękę starszym ludziom, tych samych, którzy już regularnie wpisują się w moją historię i myślę sobie: „Kurwa, Ci ludzie faktycznie mnie lubią”. Między ludźmi, albo jest chemia, albo jej nie ma. W końcu widzę, że Ci ludzie nie wszystkim na sektorze podają dłoń, a i do niektórych tylko z rzadka zagadną, dzieląc się spostrzeżeniami. Ponieważ ja stworzyłem ten blog to muszę cierpieć, bo każdy twórca musi cierpieć i każdy mężczyzna musi zniszczyć to co kocha. To ostatnie zdanie jest lekką, tylko lekką parafrazą, co napisał Stephen King w świetnym Lśnieniu. Kinga będę podziwiał za twórczość, ale obiecałem sobie, że nigdy nie przeczytam żadnej jego książki od roku 1990 w wzwyż. Nad innymi będę się rozpływał, trzymając egzemplarze na swojej półce.

Z pasiastych wspomnień #3 Debiut Błachny, pierwszy historyczny mecz z Jagiellonią i mizerna gra

Inauguracja sezonu 1980/81 dla krakowian miała miejsce w Białymstoku. 24 sierpnia o godzinie 16.30 na stadionie przy ulicy Słonecznej zasiadło 6 tysięcy widzów (wg. innych źródeł 5 tys.), by zobaczyć grę beniaminka II ligi wschodniej Jagiellonię z kandydatem do awansu Cracovią. Remis wywalczony przez „budowlanych”, jak pisała prasa byłby dużym sukcesem. Tymczasem stała się jeszcze większa niespodzianka, bo Jagiellonia odniosła zwycięstwo. W 24 minucie sędzia nie uznał gola Leśniewskiego zdobytego przez Jagiellonię, po tym jak bramkarz „Pasów” wypuścił piłkę przed siebie. W 31 minucie przed szansą zdobycia gola był Bujak, ale bramkarz Jagiellonii obronił strzał z bliskiej odległości. Niewiele działo się i w pierwszej, a trochę więcej w drugiej części meczu. Najważniejszy był gol Łukasika po dobitce Maruszki. Jagiellonia skoncentrowała się na obronie korzystnego wyniku, a „Pasy” grały zbyt schematycznie. „Reasumując mecz był typową walką o punkty, w której większość dojrzałości Cracovii gospodarze przeciwstawili dynamikę i ambicję. Zwycięstwo Jagiellonii należy uznać za zasłużone, chociaż przez większą część gry optycznie przeważali goście. W białostockim zespole nikt z dwunastu występujących na świetnie przygotowanej murawie stadionu Gwardii zawodników nie sprawił zawodów, a ponad przeciętność wybijali się Sowiński, Sieliwonik i Czarniecki. Natomiast najlepszym zawodnikiem renomowanej Cracovii, po grze której spodziewano się w Białymstoku znacznie więcej wyróżnili się reżyser większości akcji Błachno oraz okresami Konieczny.” Warto też wspomnieć, że mecz z trybun oglądał selekcjoner reprezentacji Polski Ryszard Kulesza.

Źródła:

Echo Krakowa, nr. 181 z 25.08.1980
Gazeta Współczesna, nr. 181 z 22.08.1980
Gazeta Współczesna, nr. 182 z 25.08.1980

Kiedy wyjeżdżałem dzisiaj na mecz to miałem w planach zobaczenie jeszcze jednego meczu. Ostatecznie odpuściłem sobie i poświęciłem ten czas na przeczytanie paru rozdziałów książki Homo Deus. Krótka historia jutra. Światowy bestseller. I niezły bełkot. Z książki można się dowiedzieć takiej bzdury, że podczas rewolucji w Rumunii w 1989 roku i słynnego przemówienia Ceausescu w Bukareszcie, tajne służby Securitate zabroniły pokazania bezradnie przemawiającego do tłumu dyktatora. Otóż nie! W tym czasie państwowa telewizja TVR była już dawno przejęta przez opozycję. Nie chce się rozpisywać nad tym, ale poświęciłem temu trochę czasu. Przeczytałem parę dobrych książek i gdzieś tam, jak życie się dobrze potoczy. Odwiedzę Rumunię. Moje plany zawsze realizuję. Może jestem trochę nie terminowy, ale zawsze je realizuję. Podkreślę to jeszcze raz, zawsze.

Dobiegł końca mój mini maraton związany z „Pasami”. Szkoda, ale długo nie przyjdzie czekać, bo już 6 października mecz z zabrzańskim Górnikiem. Chciałbym napisać, że wszystko dobrze się skończy. Wydaję mi, że nie. Może nie ma już płaczu na przywołanie tych pięknych wspomnień N i K. Ale… no właśnie. Pozdrawiam, życząc wszystkim fajnych wspomnień:)