Archiwa tagu: podróże po Małopolsce

Ekstraklasa: Cracovia – Lechia Gdańsk (4)

(141). Kapitan Howdy atakuje. Niestety gram z nim w teamie.

Obiekt: Stadion im. J. Piłsudskiego przy ul. Kałuży 1 (37 wizyta + 2 mecze towarzyskie)
Data: 25 października, godzina 18.00
Mecz: Cracovia (3) – Lechia Gdańsk 1-0 (0-0)

Poziom rozgrywek: 1 poziom, Ekstraklasa 2019/2020
Widzów: 8 783
Pogoda: 11° jeszcze ciepło,
Bilet:
27
PLN

Drugi dzisiejszy mecz. Przypominał momentami ten pierwszy. Mnóstwo kopaniny i masę bezsensownych akcji. To się nie liczy. Liczą się 3 punkty i pozycja lidera! Otóż, proszę państwa, trzeba wygrywać z każdym. I trzeba się powoli przestawić na to, że nieważne z kim będzie grać Cracovia to będzie faworytem. Nie życzę Wiśle źle, ale za lata naszych upokorzeń, przyszła wreszcie sprawiedliwość. Bo trzeba też jeszcze raz powiedzieć, że Wisła była klubem Milicyjny i UB-eckim. No tak, to musi boleć.

Mecz rozpoczął się od minuty ciszy. Cracovia wspomina wszystkich odeszłych kibiców klubu: Karol Wojtyła 1920-2005, Józef Kałuża 1896-1942, Edward Cetnarowski 1877-1933, Maciej Madeja 1940-2014, Józef Piłsudski 1867-1935, Józef Kalita 1936-2002, Grzegorz Muecugow 1955-2017, Mieczysław Fogg 1901-1990. […]

Z pasiastych wspomnień #6 Deklasacja Lechii

W środku tygodnia, 28 sierpnia 1963 roku doszło do okazałego zwycięstwa Cracovii nad Lechią w II lidze. Wynik, jak podkreślało krakowskie Echo, mógł być jeszcze wyższy! Skończyło się tylko 5:2.

„Wszyscy piłkarze Cracovii za­grali bardzo ambitnie i ofiarnie, deklasując przeciwnika. Okresa­mi obserwowaliśmy na połowie boiska gości istny „zamek”, a bramka „lechistów” znajdowała się pod częstym obstrzałem.”

Pierwsze dwa gole to strzały z dystansu. Kolejko: Poprawski, Zuśka i Stroniarz. 3:0 do przerwy. W 51 minucie po błędzie świetnego Romana Korynta, do siatki Lechii trafił Szymczyk. Cztery minuty później Antczak trafił w poprzeczkę. W 67 minucie jeszcze raz Szymczyk trafił do bramki, tym razem z rzutu karnego, a w 72 minucie miał okazję na hattricka, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek. Na tym koniec strzelania „Pasów”. Dwa ostatnie gole zdobyli Lechiści.

„Drużyna Lechii zaprezentowała mierne umiejętności i jej gra da­leką jest od dawnej świetności. Napastnicy dopiero w drugiej połowie meczu zaczęli poważniej zagrażać bramkarzowi Cracovii, zdobywając w tym okresie oby­dwie bramki, które zmniejszyły rozmiary porażki”.

Źródła:

Echo Krakowa, nr. 202 z 29.08.1963

W przyszły weekend planuję wybrać do Radomia? Rzeszowa?, być może będzie też inny kierunek. Nie wykluczam, a wręcz planuję już niedługo, może w grudniu, ruszyć się na Białoruś. Jeśli się uda spełnić to moje marzenie to będę próbował kolejnych. A być może nie uda się już nic. Do widzenia.

Liga okręgowa: Tempo Rzeszotary – Pasternik Ochojno

(138). Rozsypane l  i  t  e  r  y.

Obiekt: Stadion w Rzeszotarach
Data: 19 października, godzina 15.00
Mecz: LKS Tempo Rzeszotary (6) – Pasternik Ochojno (11)

Poziom rozgrywek: 6 poziom, Liga okręgowa, Kraków grupa III 2019/2020
Widzów: ~ 250
Pogoda: 18° Momentami bardzo ciepło
Bilet:
7
PLN

W ten weekend wybrałem się do Rzeszotar na południe od Krakowa w gminie Świątniki Górne. Jak na wieś, Rzeszotary są całkiem spore i mają niezły stadion z murawą równą jak stół. Widać, że w tygodniu pracują żeby była dostosowana do niezłego poziomu.

Dzisiejszy mecz wybrałem przez przypadek i dopiero w autobusie usłyszałem, że jest to mecz derbowy! Czyli to co najbardziej nie lubię. Trudno. Zaraz, czego to są w ogóle derby? … Mniejsza z tym, pewnie niedaleko jest Ochojno.

Bilet z Rzeszotar w cenie 7 PLN trafił do kolekcji

Na miejsce przybyłem o 14.30. Wcześniej w Empiku włączył mi się typowy Borderline. Bo gdy zobaczyłem nową książkę O powstaniu gatunków to natychmiast chciałem ją mieć. Po chwili zobaczyłem Pawilon szósty Antona Czechowa i wydawało mi się, że ją kupię. Wróciłem jeszcze 3 razy po jedną i drugą i nie kupiłem żadnej. Pora uciekać.

Wróćmy do Rzeszotar. To jedna z ciekawszych tras, którą człowiek jedzie jak w grze Gran Turismo. Mocno w dół, potem jeszcze mocniej i wąski zakręt, a całość uzupełnia piękny krajobraz z domami wznoszonymi na wyżynach. Stadion mieści się przy ulicy Podlesie. Jest to niezły obiekt z nowoczesnym piętrowym budynkiem, placem zabaw dla dzieci, trybuną odkrytą i oczywiście boiskiem.

Bilety sprzedawał facet, który jednocześnie dbał żeby nikt nie wszedł na „farta”. Oczywiście da się oglądać stadion z poziomu drogi i nawet jest niezły widok (byli i tacy, którzy nie chcieli płacić), ale jako rasowy „wyjazdowicz”, oglądałem mecz z trybun. I nawet przestraszyłem się gdy facet z dych, wydał mi resztę, a bilet? Na całe szczęście, obok drugi, dbał o detale i dzięki czemu – bilet do kolekcji jest! Jednym słowem, obaj byli bardzo mili i o to chodzi.

Sam meczyk nawet mi się podobał. Już w 5 minucie gospodarze prowadzili 1-0. Wzorowa kontra lewym skrzydłem i dośrodkowanie wprost na głowę. Ręce składają się do braw po takich akcjach. Przed przerwą jeszcze jedna bramka. Tempo miało więcej okazji do podwyższenia (między innymi poprzeczka) niż goście do złapania kontaktu. Nie udało im się również w drugiej połowie, a trzeci gol załatwił sprawę. Momentami była to kopanina, ale z nutą maestrii, mimo wszystko, bo gra była szybka. Sędzia przyjął kryteria ostrzejszej gry i taka ona była. Za to jego asystent pomylił się o nie uznał prawidłowego gola, podnosząc sztaluga do góry, twierdząc, że był spalony.

Dzień w Rzeszotarach za mną. Przechodzi już do historii. Czas na dalsze wyprawy. W najbliższych dniach okaże się gdzie. Powoli zbliżam się do listopada w którym będzie Ostrawa. Ale szykuję się coś jeszcze zapewne. Na dzisiaj tyle.

II liga: Garbarnia Kraków – Stal Stalowa Wola

(136). Pozytywne wibracje

Obiekt: Stadion Garbarni Kraków przy ulicy Rydlówka
Data: 28 września, godzina 15.30
Mecz: Garbarnia Kraków – Stal Stalowa Wola

Poziom rozgrywek: 3 poziom, 2 liga 2019/2020,
Widzów: 352
Pogoda: 16°
Bilet:
15
PLN

Jest sobota. Ostatni weekend września, idealna pogoda do gry w piłkę nożną. Czyli gdzie mogę być? Na haju, a może w tramwaju? Pudło, choć w sumie… No dobra. Przejdę do sedna. Postanowiłem odwiedzić Garbarnię Kraków. Myślę, że każdy odwiedzający nasze miasto powinienem obowiązkowo wybrać się na Ludwinów by zobaczyć i poczuć klimat.

Wyjaśnię jedno, że jeśli chodzi o kibiców, którzy prowadzą doping to są w Krakowie tylko trzy klubu. Cracovia, Wisła i Hutnik. Mogą kibice Garbarni się obrazić za to stwierdzenie, ale takie są fakty. Bo przecież doping nie ogranicza się jedynie do walenia w bęben ile fabryka dała. Niestety, ale facet, który prowadzi doping na Garbarni, wybrany został prosto z łapanki albo co bardziej prawdopodobne – z baru. To smutne i aż zbyt okrutne by się nad tym rozpisywać, bo Garbarnia to klub z piękną historią. Kiedy jadę lub jeździłem za swoją drużyną to pierwsza zasada była, że żadnego picia alkoholu, żadnych dragów – jedziemy wspierać drużynę. Cóż „ultrasi” Garbarni muszą uczyć się od najlepszych. I muszą pamiętać, że powyższe używki po meczu, a nie zamiast meczu!

To tyle o scenie kibicowskiej Krakowa. Smutnej, ale prawdziwej. Teraz coś o normalnych kibicach. Otóż na Garbarnię zawsze przychodzą jednak ludzie. I bywało, że stadion wypełniał się do ostatniego miejsca. Chodzą i pewnie zawsze będą chodzić kibice, którzy w sercu mają Garbarnię. Nie można porównać tego z Hutnikiem czy innym klubem, bo po prostu tutaj zdecydowanie jest inaczej.

Droga na stadion od ulicy Konopnickiej. Tak jest i pewnie zostanie. Dla tych co jeszcze nie byli łatwiej powiedzieć, że na stadion Garbarni można dostać się od rzeki Wilgi. Kasjer sprzedaje bilety w budce, a podczas mojej pierwszej wizyty, sprzedaż była prowadzona z… auta. Porządkowi „skasowali” mi bilet, a do plecaka nie chcieli zaglądać. Na moje pytanie czy mam otworzyć? Odpowiedź była, jak pan chcę… Z góry uprzedziłem, że nic tam nie mam. Odpowiedź: U… to szkoda. Dopiero po chwili załapałem o co chodzi z tym krakowskim sucharem i też zacząłem się śmiać.

Śmiechu jednak nie było jeśli chodzi o grę, bo ta raziła w oczy. Garbarnia bała się drużyny, która zajmuję miejsce w strefie spadkowej. Obrona drużyny przyjezdnej sama prosiła się o strzelanie jej goli. Różnice i wyszkolenie widać gołym okiem. Wszystkie stracone gole należy zapisać na konto bramkarza, który bronił w fatalnym stylu. Wynik 3-1 dla Stali. Sprawiedliwy, bo potrafili wykorzystać słabszy dzień „Garbarzy”. Zespół z Ludwinowa miał w nogach także pucharowy mecz w środku tygodnia. Passa meczów bez zwycięstwa się przedłuża. Ostatni mecz Garbarnia wygrała w sierpniu z rezerwami Lecha Poznań. Obecnie zajmuję 8. miejsce w lidze, Stal nadal w strefie spadkowej.

W najbliższych dniach ustalę terminarz moich najbliższych i dalszych wyjazdów. Już teraz zapowiadam, że 9 listopada będę na meczu Banik Ostrawa – MFK Karwina w lidze czeskiej. Wcześniej planuje też coś ciekawego…