Archiwa tagu: Lech Poznań

Ekstraklasa: Cracovia – Lech Poznań (4)

(145). Sny, emocje, marzenia…

Obiekt: Stadion Cracovii im. Marszałka Józefa Piłsudskiego (35 wizyta)
Data: 16 lutego, godzina 17.30
Mecz: Cracovia (2) – Lech Poznań (5)

Poziom rozgrywek: 1 poziom, PKO Bank Polski Ekstraklasa, sezon 2019/2020
Widzów: 12 247
Pogoda: 13° ciepło, momentami lekkie podmuchy wiatru
Bilet: 27 PLN (przez internet)

Sprawy wstępne

Rozpoczynam nowe rozdanie. Chciałbym napisać nowe życie, no tak. Prawdę powiedziawszy to muszę przyznać, że od czasu mojej operacji straciłem coś, co odpowiadało za spokojną osobowość. I choć w gruncie rzeczy dalej jestem człowiekiem spokojnym to niestety, moment kiedy wyszedłem ze szpitala i już nigdy do niego nie wróciłem był przełomowy. Można śmiało powiedzieć – było to spotkanie z diabłem w pewnym sensie. Niektórzy są pewnie ciekawi tych sensów, ale nie. Tak sobie myślę, bo większość starych znajomych ze szpitala ( większość pielęgniarek i lekarzy, a także starzy wyjadacze, że tak się wyrażę), myśli sobie, co się stało z Adriankiem? Nigdy nie przypuszczałem, że to kiedykolwiek napiszę, ale tęsknię za wami. Naprawdę nie wierzę, że to już dekada… Tak sobie myślę żeby już naprawdę zniknąć i już was więcej nie denerwować. Czasami, czyli co ranek kiedy wstaje. Te poranki są już inne niż wcześniej. Inne, bo nie ładuję już w siebie prochów. Nie budzę się i pierwsze czego szukam po poduszką to jakiś blister, a nóż, może jeszcze coś zostało? Tak było. Ale to tylko malutka cząsteczka tego co było. Bo przecież depresja nie wzięła się znikąd. Były momenty kiedy byłem najszczęśliwym człowiek na ziemi. Gdzie? I w Krakowie i w Łodzi i pewnie jeszcze gdzieś (może Brno, które uważam za jeden z lepszych) i wielu innych, także nie związanych z piłką (spacery, kina itp. itd). Ale szczęście nie pochodzi z zewnątrz. To tylko i wyłącznie my je tworzymy i od nas samych w dalszym ciągu zależy.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą kocham bezgranicznie. Piłka toczona po zielonym boisku. I tak niezmiennie od tych przeszło dwóch dekad. Kiedyś – kiedy, nie umiałem jeszcze nawet pisać, marzyłem, że pojadę tu i tam (lista tych miejsc, ciągle jest) i to się spełniło. Spełnia, ciągle. A w moim pokoju w szklanej ramce wisi tylko: Cracovia – Euro „Pasy”! Bilet z meczu z Dunajską Stredą. Nigdy nie zapomnę tego momentu. Wisi także zdjęcie z autografami niemieckiej grupy rockowej Scorpions, które dostałem osobiście! oraz szal ze Szczucina. I tyle. Może będzie więcej, gdy w końcu odwiedzę Białoruś. I to nie raz. Plan jest prosty. Brześć, Grodno, Lida, Mińsk i Mohylew. Jakże bardzo chcę spełnić to marzenie. Na przeciw temu co powiedział jeden z moich najlepszych kolegów, że nie ma marzeń. Szkoda tylko, że nasze drogi się rozeszły. Ubolewam nad tym. Ale za to na każdym meczu mam szalik Cracovii, który od niego dostałem.

No właśnie, chciałbym jeszcze wspomnieć o pamiątkach, które są bardzo cenne, a trzymam je po prostu gdzieś pochowane, bo nie odczuwam potrzeby, żeby gdzieś to eksponować. Miałem tutaj stworzyć dział, ale zrezygnowałem. Pamiątek, które przywoziłem z wyjazdów lub które później dostawałem jest dużo. Nie chcę wymieniać od kogo i co. Za wszystko bardzo dziękuję i utwierdza mnie to w przekonaniu, że ludzie dobro mają w sercu. A przecież ja o nic nie proszę. Jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia. Dlaczego, wy mnie, kurwa lubicie. Wesoły jest czy smutny, znudzony czy rozczarowany, wszystko przez kobietę; życie mu zbrzydło – winna kobieta; zajasniała jutrzenka nowego życia, znalazły się ideały i tu doszukuj się kobiety…

Sprawy dalsze

Cóż. Robię swoje. Zdrowie dopisuję. Zasada dalej ta sama, robię mecze, a kiedy nie czuję tych niuansów to odpuszczam i tyle. Oby tego nie było. Cracovia. Tutaj zawsze zaczynałem i nie będzie inaczej. Mam  nadzieję, że jeszcze będę miał co opisywać przez następnych kilka lat i będą to lata i dobre i złe. Bo jestem pewien, że przez ten czas ktoś umrze, coś się stanie, gdzieś będzie zamach. Ale będą też i dobre rzeczy, no – taką chciałbym mieć nadzieję. Mistrza to my pewnie nie zdobędziemy, bo przy zielonym stoliku zapadają rozstrzygnięcia wszelakie. Trzeba być ślepym i tego nie widzieć. To jest coś za co nie nawidzę tej ligi. Legia ma być mistrzem, a Wisła – jakkolwiek bankrut, musi się utrzymać. Cóż, trzeba walczyć o swoje. Poziom naszej ligi jest żenujący, co podkreślam od dawna. Zanim przejdziemy dalej to niestety smutna wiadomość. W dniu dzisiejszym meczu odszedł wieloletni bramkarz Cracovii Adam Koczwara. Bronił aż na czterech poziomach rozrywkowych. Od IV ligi do I w latach 1975 – 1984. Pamięć nigdy nie zginie!

*

Cracovio, my ciągle wierzymy, że mistrza zdobędziemy, że przyjdzie lepszy czas!

Sporo się ostatnio działo jeśli chodzi o Cracovię. Zaczęła od wyjazdowej wygranej z Arką. Były transfery, były i zapowiedzi i marzenia, by wygrać ligę. Dzisiejszy mecz rozpoczął się bardzo udanie dla Cracovii, która stwarzała sobie więcej okazji do zdobycia gola. Gdy wydawało się, że „Pasy” dopną swego to po wzorowej kontrze Lech zdobył prowadzenie. Do końca nie działo się już nic ciekawego, a wręcz mecz mnie usypiał. Na całe szczęście druga połowa rozpoczęła się jak u Hitchcocka.  Od mocnego uderzenia Cracovii. Do swojej siatki trafił Ľubomír Šatka i był remis. W 68 minucie były już duże emocje. Sędzia Frankowski, długo zastanawiał się z VAR-em i zdecydował na rzut karny dla Cracovii, który pewnie egzekwował Hanca. Wybuchła ogromna radość, licznie zgromadzonej publiczności tego dnia. I potem do samego końca była już nerwówka. Nie pomogły Lechowi ataki całą drużyną, w końcówce nawet z bramkarzem. Wynik 2-1. Koniec. To jedne z piekniejszych chwil w ostatnich latach. Cracovia gra najlepszą i najskuteczniejszą piłkę od lat. Jeśli chodzi o atmosferę kibicowską to śmiało mogę powiedzieć, że nie ma się do czego przyczepić. Top klasa. Mecz przyjaźni. Kibice z Poznania razem z fanami Cracovii tworzyli super atmosferę. Cały stadion śpiewał! Widać można. Tylko trzeba chcieć.

Na koniec zdjęcia z meczu oraz trochę wspomnień z minionych lat.

Ja zapraszam być może za dwa tygodnie, kiedy ruszą już ligi niższe, niskie i najniższe. Tradycyjnie w maju udam się także do Czech. Prawdopodobnie zrobimy Znojmo lub Pardubice. Ale to jeszcze ustale. Za dwa tygodnie wystartuje także I liga i chciałbym zobaczyć mecz w Bìelsku Białej.

W zasadzie to wszystko. Dużo dzisiaj napisałem i mam szczerą nadzieję, że nie wszyscy to przeczytają. Witam w nowym roku.

*

Pasiaste wspomnienia #8

6 września 1961 roku. Cracovia podejmowała na własnym stadionie Lecha Poznań. Pokonała „Kolejorza” aż 6:2! Wynik wysoki, jeśli weźmie się pod uwagę, że Cracovia zajęła na koniec sezonu dopiero 13. miejsce, tuż nad strefą spadkową. Mecz rozgrywany był w środku tygodnia, a mimo to na trybunach krakowskiego stadionu zasiadło około 20 tysięcy widzów. Z przebiegu gry można wnioskować, że Cracovia była zespołem dominującym, a tym czasem były okresy świetnej gry Lecha.

Rozpoczęło się od dwóch goli Edwarda Pietrasińskiego. W siódmej i ósmej minucie. W 31. minucie padł kontaktowy gol dla Lecha i wkradł się niepokój w szeregi Cracovii. Jednak do pauzy było 3:1 dla gospodarzy, po tym jak do własnej siatki trafił Kaczmarek.

„Po przerwie atak Cracovii zagrał o wiele lepiej, niż w pierwszej połowie, toteż dalsze 3 bramki były wynikiem wypracowanych akcji. Na szczególne wyróżnie w tym okresie gry zasłużyli z ataku Cracovii za swą bojowość i serce do walki obaj skrzydlowi: Hausner i Frasek, bardzo ruchliwy był także Pietrasiński. Kowalik niezbyt widoczny na pozycji łącznika pokazał swe umiejętności strzeleckie, zdobywając przytomnie szóstą bramkę. Pukała, który w ostatniej chwili zastąpił „desygnowanego” Sudera ” wyypadł blado. W pomocy lepszy był Malarz, chociaż i Jarczyk dał znać o sobie kilku wysokiej klasy strzałami na bramkę Wilczyńskiego (2 strzały tuż przed przerwą). Obrona nie zachwyciła. Najspokojniej zagrał Rewilak, Mikołajczak miał kilka „kiksów” z których jeden (w 6. min.) omal nie zakończył się utratą bramki.” – Pisał Dziennik Polski.

W bramce Cracovii stał czeski bramkarz Karel Finek. Kiedy rozmawiałem z byłym piłkarzem, a później przez krótki czas trenerem „biało-czerwonych” Andrzejem Mikołajczykiem to opowiedział mi trochę o tym czeskim „kolosie”. Był wysoki.  Jego losy też są bardzo ciekawe i może będzie kiedyś okazja coś więcej napisać. Był także trenerem Cracovii i Garbarni, a następnie jego kariera to klubu w Niemczech. Zmarł 8 września 1989 roku.

☆ Ciekawostka. Cracovia w tamtym meczu zagrała nie w „Pasach”, a w białych koszulkach.

Źródła:

Dziennik Polski, nr. 211 z 7.09.1961 roku
Echo Krakowa, nr. 210 z 7.09.1961

Echo Krakowa poświęciło temu meczu większą część „Sportu” w tym, aż trzy zdjęcia.

Ekstraklasa: Cracovia – Lech Poznań (3)

(54). Do Krakowa przyjechała poznańska lokomotywa. Nie był to może wielki mecz, ale emocje były do końca.

Godzinę przed meczem kolejki do kas po parę metrów każda. Ponad pół godziny stania w lekkiej mżawce i wreszcie mogłem wejść na sektor. Pogoda dzisiaj wyjątkowo nie najlepsza, ale znośnie. Nie wiem kiedy znów pojawię się na tym stadionie, ale pewnie nie szybko z racji innych wyjazdów.

Mecz przyjaźni z Lechem był moim trzecim. Bilans to zwycięstwo, remis i porażka. Dzisiaj gra wyglądała całkiem dobrze i składnie. Pierwsza połowa rozczarowała. Były to typowe szachy. Druga odsłona to już zdecydowanie lepsze widowisko. W końcówce Lech zdobył dwie bramki. Autorami byli zmiennicy. Duńczyk Christian Gytkjaer oraz młody Kamil Jóźwiak. W moim odczuciu remis byłby bardziej sprawiedliwy. Część kibiców zaczęło opuszczać trybuny po utracie drugiego gola. Przed Cracovią w przyszłą sobotę mecz derbowy. Lech zmierzy się z liderem Ekstraklasy Zagłębiem Lubin.

Frekwencja na dzisiejszym meczu dopisała. Kibice Lecha tradycyjnie zasiedli w sektorze Cracovii i wspólnie dopingowali drużyny. Przyjezdnych z Poznania jakby trochę mało. Biało-niebieskich barw jak na lekarstwo. Sektorówki i oprawy brak. Mam wrażenie, że coś siadło tak jak gra Cracovii.

Za tydzień szykuje się do wyjazdu na Śląsk. Tam zawsze było ciekawie. Sierpień trwa, a ja myślami przy wrześniu. Udaje się na wycieczkę krajoznawczą w obce mi zupełnie miejsce. I obym tylko stamtąd wrócił.

Cracovia 0-2 (0-0) Lech Poznań

0-1 Kamil Jóźwiak 82
0-2
Christian Gytkjaer 84

06.08.2017 (niedziela), godzina 18.00
4 kolejka, Lotto Ekstraklasa
Widzów:
9 114
Bilet:
15 PLN

Foto: