Archiwa tagu: Cracovia

Ekstraklasa: Cracovia – Korona Kielce

(127). Wyzwania

Obiekt: Stadion im. J. Piłsudskiego przy ul. Kałuży 1 (31 wizyta)
Data: 11 sierpnia, godzina 17.30
Mecz: Cracovia – Korona Kielce 1-0 (0-0)

Poziom rozgrywek: PKO Bank Polski Ekstraklasa, 4 kolejka
Widzów: 7 698
Pogoda: 27°
Bilet:
30
PLN

Godzina 16. W parku S. rozbrzmiewa w moich słuchawkach słynne Carrie zespołu Europe. Otaczająca rzeczywistość wcale nie staje się lepsza, może mniej bolesna. E. wcale nie sprawił, że czuję się jak raju, bardziej jak w siódmym niebie nienawiści. Ciągle czekam na pierwszy gwizdek, a ściślej na autobus najpierw, który zawiezie mnie po ekstazę wybuchającego radością stadionu po strzelonym golu. Wygramy 3-1. Wiem to. Wiem, wiem, wiem. W mojej głowie dominuje tylko ta pewność. Nie wiadomo skąd. Ale przecież dobrze, że są takie niewiadome.

Okej. Coś mi tam wyszło, ale może jestem jak Leicester City w Anglii. Też wygrali i sprawili jedną z największych niespodzianek w historii tej dyscypliny. Ja w tym momencie już dużo wygrałem i doceniam to. Moje zwycięstwo bardziej okazałe, bo Leicester mógł wygrać, a ja nie.

Idź do baru młody

Godzina 16.58 jestem już pod stadionem, już blisko…

Mecz rozpoczyna się niemrawo. Przez chwilę zastanawiam się czy rzeczywiście się zaczął. Zdezorientowany i zirytowany zaczynam to spotkanie. I wreszcie około 8 minuty nastąpił prawdziwy przełom. […] Tu gdzie wszystko się rozmywa, w około głosy tysięcy osób zaczynają się zmywać w jedną cichnącą całość. Prawie ciemność. […] Odchodzę i powracam. Nie mam nic do stracenia – woła głos z podświadomości, lecz ten ze świadomości wpada w pułapkę – lęku. […] Pochowajcie mnie na polu karnym Cracovii – pisał Mazan w książce o Pasach. Zaczynam coraz bardziej w niej się zakochiwać. Najpierw było wspaniałe zauroczenie, a teraz niech trwa jak najdłużej – Cracovia…

Information:
Google maps stadium: Stadium
Official website Cracovia: Cracovia
Official fanpage Cracovia: Cracovia
Fan Site: Fan site Cracovia
Results: 90minut.pl

Ekstraklasa: Cracovia – ŁKS Łódź

(125). O marzeniach, które warto mieć.

Obiekt: Stadion przy ul. Józefa Kałuży (30 wizyta)
Data: 27 lipca, godzina 17.30
Mecz: Cracovia – ŁKS Łódź

Poziom rozgrywek: Ekstraklasa
Widzów: 8 043
Pogoda: 20°
Bilety: 30 PLN (sektor G)

Jest sobota. Znów wróciła radość, chociaż drużyna odpadła z pucharów, a z Lubina przywiozła tylko punkt. Chyba też trochę z innego powodu. Spytałem moją przyjaciółkę Penny o zdanie, co sądzi o moim blogu? I byłem zaskoczony odpowiedzią. Chciałbym ją wam zaprezentować, ale nie mogę (Może się zgodzi). Mogę być za to trochę zadowolony. Nie dumny, bo nie chcę żeby mnie zjadła pieprzona pycha itp.

Sen o Penny Lane

Penny Lane jest ciągle w moich uszach i przed oczyma. Pojawiła się kiedy było ze mną kiepsko, jest kiedy nie najlepiej. Chcę złapać za rękę Penny Lane i nie chce już puszczać, bo tylko wtedy czuję się szczęśliwy. Gdy budzę się, nawet nie wiem, że jest obok i obiecała, że będzie na zawsze.

***

Mecz był słabym widowiskiem. Zwłaszcza druga jej część nadaję się do wrzucenia w kosz. Nie ma co pisać o pozytywach skoro nie było ich widać. Owszem. Były zrywy dobrej gry, gdzie zabrakło szczęścia (słupek) przy 0:0, ale potem gol dla łodzian. Szczęście sprzyja lepszym. Wynik końcowy 1:2. Podczas większej części meczu momentami rozmawiałem z Penny, moją przyjaciółką, która pewnie nie chciała by rozmawiać o borderline. W euforii, która zalewa mnie na stadionie Cracovii gadaliśmy o tym, że musi koniecznie przyjechać do Krakowa, a wizytę zacząć od stadionu im. Józefa Piłsudskiego. Humor popsuł się gdy Pasy straciły wspomnianą bramkę. ŁKS był lepszy i zasranawiam się co dalej? Bo po takim meczu, takim stylu – ma się dość.  Jeszcze gorsza sytuacja spotkała nas na bramkach. Kiedy każdego kibica legitymowali z karty kibica i dowodu osobistego. Wraz ze starszym panem, byliśmy zdziwieni, bo ja odkąd chodzę tutaj na mecze nigdy nie musiałem pokazywać dowodu. Mój rozmówca, dobrze po 60, też nie pamięta takich czasów. Myślałem też, że przyczepią się do zawartości plecaka, ale nie gość nie był celnikiem. Miałem tabletki klonopinu, syrop z kodeiną, Pregabalin, parasol, zeszyt do robienia notatek, słuchawki na uszne, wodę (na stadionie w Katowicach nie pozwolili mi wnieść wody z nakrętką!), i aparat. I masę drobnych przedmiotów. Od zapalniczki po pendrive.

*

Od strony kibicowskiej mecz wyglądał fantastycstycznie! Oczywiście byłoby super gdyby wszystko było super i tak jak mówiła Penny, że to jak potrafię wyrażać swe uczucia i przelewać na papier, ale wystarczy. Mecz przyjaźni z braćmi z Łodzi, którzy zjawili się dwoma autokarami, z flagą: „Jedna strona miasta. Uliczni wojownicy”. Szczelnie wypełnili sektor i doping rozpoczęli od… pozdrowienia bankruta z drugiej strony błoń. Czyli, „Wisła to…”. Dalej było już przyjaźnie ŁKS-acy zaśpiewali nawet, że w „Cracovię rządzi Cracovia”. Nie było sektorówek. Szkoda, ale za piękno trzeba płacić. To są koszty. Oczywiście tradycyjnie pozdrowiony został najgorszy i najbardziej znienawidzony sędzia w Krakowie (dziwię się, że ktoś taki sędziuje mecze Ekstraklasy) Szymon Marciniak. Gdybym miał cytować, zabrakło by *, albo byłoby tak, że zabrakło by sensu z ich nadmiaru.

*

Po meczu pora wracać. Autobus 192 Czyżyny Dworzec spóźnia się tradycyjnie po meczu trzy minuty. Przyjeżdża 19.33. Już w autobusie dopada mnie uczucie pustki, mimo, że wraz z pięcioma kibicami dyskutujemy nad nieudaną taktyką na ten mecz, braku stylu, ale przede wszystkim na luzie. Nie wiem skąd się on nagle u mnie wziął. Autobus z każdym kolejnym przystankiem pustoszeje, zostaję już tylko garstka ludzi. Znak, że wszystko wygasa, a za chwilę niebo będzie spowijało czarne mleko. Ale to jeszcze. Póki co myśli goniące w niewiadomo którą stronę, dokąd, po co i czy w ogóle warto by goniły. Gdy zajrzałem na Twittera to nie wiedziałem i dalej nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać, a może mieć na to… do obserwatorów dodał mnie burmistrz miasta Proszowice Grzegorz Cichy. Super. Tylko czy sobie zasłużyłem? Być może nie doceniam swojej walki i wojny na całego, że tak dużo ludzi stoi za mną.

*

W domu piszemy tym razem z Penny. Penny to moja przyjaciółka, której imiona i nazwiska nie zdradzę. Kiedy zaczynaliśmy naszą relację od razu skojarzyła mi się z Penny Lane z Beatlesów, a że lubi słuchać The Beatles. Zostało. Penny Lane w moim słowniku oznacza rzeczywiście coś innego. Coś pięknego. Coś nadzwyczaj nieosiągalnego. Coś co mógłbym nazwać Nirvaną. Nie ma co wnikać. Penny, moja przyjaciółka to artystka i dla mnie będzie zawsze. To jakie obrazki rysuję zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Powiedzieć, że są piękne to byłoby głupio, ale nie potrafię znaleźć szybko innego przymiotnika. Cudowne. Mieć taką przyjaźń znaczy dla mnie sporo, bo wreszcie jest ktoś kto choć trochę rozumie na czym polega mój problem. To tyle, mam nadzieję, że Penny się nie obrazi. Chciałbym wstawić to co powiedziała o moim blogu, ale Messenger nie ma opcji importu. To tyle.

*

Następny mecz przy ulicy J. Kałuży w sierpniu przeciwko Koronie Kielce. Mój cel na ten sen to nie opuścić żadnego domowego meczu Pasów i pojechać przynajmniej na 2-3 wyjazdy. Cel nie osiągalny. Oczywiście będę też odkrywał inne miejsca, bo taka jest moja idea.

Pora na wyjazd do Bełchatowa. Ja najpewniej zawitam juz na niskich ligach. Wioska – Polanowice.

Plakat meczowy. Tym razem upolowałem w drodze na cmentarz Rakowicki – przy ulicy Aleksandra Lubomirskiego.

Biało-czerwono z obu stron. I co najważniejsze – bezpiecznie, kulturalnie i spokojnie.
Information:
Google maps stadium: Stadium
Official website Cracovia: Cracovia
Official fanpage Cracovia: Cracovia
Fan Site: Fan site Cracovia
Results: 90minut.pl

Liga Europy: Cracovia – DAC 1904 Dunajská Streda

(124). Powroty cieszą, pożegnania bolą, zwycięstwa radują, porażki smucą

Obiekt: Stadion przy ul. Józefa Kałuży (29 wizyta)
Data: 18 lipca, godzina 19.00
Mecz: Dunajská Streda 1904 🇸🇰 – Cracovia (2-2; awans Dunajská Streda)

Poziom rozgrywek: I runda eliminacji Ligi Europy
Widzów: ~ 13 245
Pogoda: 24° słonecznie, ciepło
Bilety: 30 PLN (sektor G)

Sezon 2019/20 czas zacząć. Być może będzie to przełomowy tour w moim dorobku, może ostatni. Nie narzekam. Nie jest łatwo. Bo ktoś myśli, że jak czegoś nie widać – to po prostu tego nie ma.

Bilet z meczu pucharowego nie różnił się niczym od tego ligowego. Szkoda, bo myślałem, że klub zrobi specjalne wejściówki pamiątkowe

Koniec pucharowej przygody.

Przyszła pora na rewanżowy mecz ze Słowakami. Niektórzy powiedzą, że z Węgrami, ale zostawmy te rozważania i tak trudne do rozstrzygnięcia. Zakupiłem bilet na sektor „G” zgodnie z tradycją nie chodzę już na sektory gdzie drze się mordę na całe gardło. Tutaj raczej spokojny śpiew, taki łączący muzykę poważną z rockową – taki Deep Purple w stylu Gillana za dobrych lat.  Godzina 19.00 czas wyeliminować Strede by móc zmierzyć się z greckim 🇬🇷Atromitosem Ateny i sprawić by przygoda w europejskich pucharach nie była pocałunkiem śmierci.

Z małymi przygodami dotarłem na stadion przy ulicy Kałuży. Na pół godziny przed meczem było tak tłoczno jak podczas słynnego meczu z Legią, gdzie ludzie siedzieli – a raczej stali na schodach. Tamta frekwencja była nieznacznie większą. Obok mnie trafiło się dwóch świetnych rozmówców. Jeden zniknął w kilometrowej kolejce po piwo. Wrócił kiedy „Pasy” zmarnowały sytuację „sam na sam” z bramkarzem gości. Nieskuteczność raziła, kibice łapali się za głowy jak piłka nie potrafiła wpaść do siatki. Pierwsza połowa była jak pierwsza randka. Cudowna. Na drugiej okazało się, że pocałowała nas śmierć.

Z siedzący obok mnie rozmówcą przez całą pierwszą połowę mieliśmy świetne humory i choć tonowaliśmy nastroje to w głębi widzieliśmy, że zagramy następny mecz z Atromitosem Ateny. Nic jednak dobrze się nie skończyło. 2-2 po dogrywkach i awans gości. Kibice, jak trzy lata temu, opuszczali stadion w milczeniu.

PS. List do p. Trenera, pisałem rano, w momencie, kiedy jeszcze nie wiedziałem, że będzie tak ponuro. Ale głowy do góry. Jeśli przyjdzie odpowiedź natychmiast o tym napiszę i choć skromne moje „muzeum” zapełni się kolejnymi kartkami tej historii. Z pozdrowieniami dla Wszystkich, którzy we mnie wierzą.

Koniec?

Ten mecz miał być ostatnim wpisem, który zamknąłby pewną epokę. Miałem jeszcze wczoraj myśl, że nie jestem już dawać z siebie 100% i chcę zakończyć tu gdzie zaczynałem. Nie zrobię tego! Dzisiejszy mecz mimo odpadnięcia z pucharów pokazał jak bardzo jestem z tym zżyty, jak dalej sprawiają mi radość rozmowy z kibicami, którzy mi towarzyszą i jak bardzo wreszcie Laura, bo to ona trochę wlała nadzieję w moje serducho w to co robię i jak robię. Może powinno być na odwrót i to ja powinienem wypowiadać komplementy kobietą (robię to, bo jestem staroświecki), ale póki co mogłem jej tylko napisać i wysłać pozdrowienia nad morze. Dziękuję też Markowi z którym wymieniamy wiadomości, to mnie buduję. Jeśli chodzi o przyszłość to skupiam się póki co na tej najbliższej. 28 lipca, niedziela i mecz z ŁKS-em Łódź.

Zapadł zmrok. Szafirowa mgła, smog. Lecę, lecę z nią – róże trzyma w dłoni. Potem z krzykiem budzę się, róża więdnie. Jej już nie ma.

Dwa autokary przybyły wraz z piłkarzami do Polski. Atmosfera na meczu była wspaniała i kulturalna. Polska z Węgrami stworzyły w Krakowie jedność.

Znajomy z którym siedziałem obok wyszedł w 43 minucie z nadzieją, że zaraz wróci z kubeczkiem zimniutkiego piwa. Owszem kupił, ale po odstaniu 35 minutowe kolejki!

Sektor węgierskich kibiców. Oficjalnie dostali 750 biletów, ale Cracovia zaczęła ich wpuszczać także na zwykłe sektory, bo kibiców było znacznie więcej. W końcu Polak, Węgier…

Information:
Google maps stadium: Stadium
Official website Cracovia: Cracovia
Official fanpage Cracovia: Cracovia
Fan Site: Fan site Cracovia
Results: 90minut.pl