Archiwa tagu: Bronowicki Kraków

B klasa: Bronowicki Kraków – Wisła Rząska

(84). Starcie w miejskiej dżungli.

Jak trafić na stadion Bronowickiego? I czy tu w ogóle będzie jakiś mecz? Niby pytania proste, ale odpowiedzi trzeba było szukać gdzieś w… lesie.

Stadion Bronowickiego jak znalazłem w internecie położony jest na odludziu, a mecze tutaj rozgrywane są jak za okupacji Krakowa.

Michał Trela, dziennikarz Przeglądu Sportowego napisał: By trafić na mecz tego klubu, to trzeba naprawdę chcieć.

Niby grają, ale gdzie to wiedzą tylko wtajemniczeni. Na stronie PZPN w terminarzu wszystko się zgadza. Wtorek, 1 maja, godzina 13.00. Grają!

Na stadion prowadzi leśna drużka. Tylko w GPS-ie. Wysiadłem na przystanku Tonie myśląc, że będzie bliżej. Nie było. Tu nigdzie nie jest blisko. Trudno. Przedzierałem się przez ogromne krzaczory, pokrzywy, złamane drzewa i co tam jeszcze tylko. Jak Arnold Schwarzenegger w filmie Predator. W końcu wyszedłem na coś co już przypominało drogę i dotarłem. Nawet się ucieszyłem, ale moja radość długo nie trwała, bo jak sobie tylko pomyślałem, że muszę wracać tą samą drogą to od razu robiło się słabo.

Klub założony po Wojnie, ale encyklopedia piłkarska Fuji nie poświęciła mu ani krzty miejsca. W ostatnich 20 latach zespół nie doczekał się gry nawet w klasie A. Po czterech sezonach w klasie B w Bronowicach znów muszą przełknąć gorycz gorzkiej pigułki spadku do najniższej klasy rozgrywkowej w kraju. Tak dla porównania, kiedy ostatnio klub spadał miał na koncie 15 punktów, a obecnie dalej 0.

Gramy o punkty

Mecz rozpoczął się o godzinie 13.02 w upalny dzień Święta Pracy. Gospodarze, którzy przegrali wszystkie mecze w tym sezonie liczyli na przełamanie. Zadanie niebywale trudne, bo rywal z Rząski ostatnio na własnym boisku postawił się liderowi tabeli Orlętom Rudawa. Z kolei goście podłamani byli porażką 9-0 ze Strzelcami Kraków. Mimo wszystko grali o punkty! 12.57. Dociera jeszcze na motorze rezerwowy gracz Bronowickiego (jedyny rezerwowy). Sędziowie więc czekają aż się przebierze.

Nim ten mecz się rozpoczął trener Bronowickiego nie wytrzymał napięcia i wszedł na trybuny, oglądając z nich mecz. Trener Bronowickiego to fan Black Sabbath od samego początku istnienia zespołu! Oczywiście w koszulce z logo na plecach. Nie wiedziałbym tego, ale wyjaśnił mi siedzący na trybunie pan. A ty, czemu nie grasz? – rzuca do swojego piłkarza. Trenerze, bo ja mam nogę… Trener nie daje mu skończyć wypowiedzi. Każdy tu ma nogi i gra! Przez dwanaście minut gospodarze bronili się dzielnie, ale któryś z zawodników Bronowickiego sprokurował wątpliwego moim zdaniem karnego i zaczęło się strzelanie bramek. Gospodarze do przerwy stracili ich cztery. Po przerwie tylko dwie, ale za to udało im się zdobyć honorowe trafienie. Jakaż była radość! Na tym meczu spotkałem jeszcze jednego groundhoppera, ale był zbyt zajęty własną dziewczyną oraz dwóch panów przyjezdnych (zbłądzili), którzy dołączyli w około 50 minucie meczu. Na pytanie jaki jest wynik? Wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem. Po drugim pytaniu, panowie już się nie odzywali. A brzmiało ono: A jest tu jakiś sklep może? Śmiechy były większe niż przy pierwszym pytaniu.

Tej samej drogi powrotnej bym już nie zniósł. Chyba wiadomo co zrobiłem. Generalnie była to odskocznia, bo niektórzy mówią, że zaniedbuje Kraków. Dzisiaj też mnie kusiło żeby pojechać do Rudy Śląskiej. Z przymrużeniem oka, ale jest relacja z Krakowa!

Bronowicki KS Kraków 1-6 (0-4) Wisła Rząska

01.05.2018 (wtorek), godzina 13.00
16 kolejka, B klasa (grupa: III)
Widzów:
~ 20

Bilet:
Wstęp wolny

Foto:

Koniec drogi? Dalej nie pójdę… Ale jednak poszedłem.

No i z górki. Ostatnia prosta. Droga prowadząca na stadion.

Jest! Mój cel. Obiekt Sportowy KS Bronowicki.

Są i bohaterowie dzisiejszego odcinka. Piłkarze Bronowickiego w białych koszulkach, a Wisła w strojach czarnych z zielonymi rękawkami.

B klasa: Wawel Kraków – Bronowicki Kraków

(43). Przyszła pora na odwiedzenie stadionu Wawelu Kraków. Okazja taka trafiła się jak tylko Wawel wrócił do gry na główne boisko. Tym samym odwiedzam kolejny stadion gdzie jeszcze nie gościłem nigdy.

Do wizyty tutaj skłonił mnie wyżej wymieniony aspekt oraz atmosfera, która tutaj podobno wraca do żywych. Jak na standardy B-klasy oczywiście. I niech sobie ktoś nie pomyśli, że Wawel to klub „byle jaki.” W I lidze grał dwukrotnie. W drugim sezonie w 1953 roku został wicemistrzem kraju. Tradycje wojskowe zobowiązują, ale obecnie już tylko z nazwy, którą zachowano. Czyli pełna nazwa brzmi: Wojskowy Klub Sportowy „Wawel” Kraków.

Widowisko z drużyną walczącą o utrzymanie oglądało się niezbyt przyjemnie i nie chodzi o poziom sportowy, bo tu Wawel prezentuje się całkiem przyjemnie. Cały czas wiał momentami silny wiatr oraz było bardzo pochmurno. Ale nie ma co narzekać, bo słońce nie będzie cały czas świecić jak przed tygodniem.

Stadion jest naprawdę urokliwy. Tutaj mieści się zabytkowa drewniana trybuna (jedyna w Krakowie). Jest bieżnia w okół boiska, niedaleko jest też kebab. Widzów niezbyt dużo. Spotkałem za to jeszcze jednego kolegę po fachu, który robił zdjęcia z trybun.

I tak upłynęła ta sobota. Może nie było rewelacji na boisku, może nie było dramaturgii, może nie było polotu. Było za to miło spędzone popołudnie, spędzone na kolejnym stadionie.

Wawel Kraków 7-0 (3-0) Bronowicki Kraków

20.05.2017 (sobota)
B klasa
Widzów: ok. 30
Bilet: 0 zł

Foto relacja:

Drewniana trybuna robi wrażenie. Niestety zamknięta

Krzesełka w barwach klubowych Wawelu.

Stadion Wawelu w pełnej okazałości

Piłkarze Wawelu z lewej. Goście po prawej.

Bramka z rzutu karnego tuż przed przerwą