Liga okręgowa: Nadwiślan Kraków – TS Węgrzce

(140). November Rain.

Obiekt: Stadion Nadwiślana Kraków im. braci Kotlarczyków
Data: 2 listopada, godzina 13.00
Mecz: Nadwiślan Kraków (14, ostatnie) – TS Węgrzce (9)

Poziom rozgrywek: 6 poziom, krakowska liga okręgowa 2019/2020
Widzów: ~ 30
Pogoda: 11° Pochmurno, przelotne opady
Bilet:
Wstęp wolny 

Po całkowicie nieudanej sobocie, kiedy to w Tuchowie po przyjeździe na miejsce dowiedzieliśmy się, że tutaj… nie będzie meczu. Gorączkowe i ratujące poszukiwania zapasowego meczu okazały się fiaskiem. Wracaliśmy w kiepskiej atmosferze. Atmosferze absurdu, bo o tym, że w Tuchowie nie grają, dowiedzieliśmy się w samochodzie w okolicach Tarnowa. To już historia. Nie chce takiej.

Są takie stadiony gdzie nie udało mi się obejrzeć całego meczu i teraz dokonuję „poprawek”. Tak było już w przypadku Zwierzynieckiego KS i Dąbskiego.

Obecnie drużyna Nadwiślańska prezentuje bardzo słaby poziom i wiele wskazuje, że przy obecnej formie w przyszłym sezonie będzie już drużyną A-klasową. Moja pierwsza wizyta miała jeden plus, otóż klub posiadał wówczas bilety, które były wydawane przez zapaleńców, pasjonatów. Dzięki nim ten klub, jak i wiele innych, po prostu istnieje. Większość z nich mieszka nieopodal stadionu na krakowskim Starym Mieście. Ulice: Smocza, Sukiennicza, Dietla czy Koletek, przy której mieści się klub, to tutaj, w startych zabytkowych kamienicach, mieszka większość z garstki ludzi, chodzących na mecze domowe Nadwiślanu.

Dzisiejszy mecz stał na bardzo niskim poziomie. Gospodarze, którzy zajmują ostatnie miejsce przegrali 0:4. Była to ostatnia kolejka w krakowskiej klasie okręgowej. Kolejne mecze wiosną.

Ekstraklasa: Cracovia – Pogoń Szczecin (3)

(139). Może jeszcze kiedyś… się odezwie?

Obiekt: Stadion im. J. Piłsudskiego przy ul. Kałuży 1 (37 wizyta)
Data: 25 października, godzina 18.00
Mecz: Cracovia (5) – Pogoń Szczecin (1) 1-1 (1-1)

Poziom rozgrywek: 1 poziom, Ekstraklasa 2019/2020
Widzów: 8 764
Pogoda: 17°
Bilet:
27
PLN

Dzisiejszy dzień wypadł nieźle. Piątkowe popołudnie i przez cały czas letnia, słoneczna pogoda w Krakowie. Zegar z temperaturą na Dworcu pokazał koło południa – 26.2 °. Nic tylko się cieszyć, nawet jeśli są to ostatnie akordy tego ciepła. To tak jak ze skazanym na śmierć. Gdy już wie, że idą po niego, już za chwilę – ten chce przedłużać ile się tylko da. Czy słusznie? Odsyłam do powieści Idiota.

Mecz zaczął się od małego jubileuszu, bo trener Cracovii miał już 399 meczów pracy na ligowych boiskach. A ten był właśnie jego 400. Ładna liczba i co by nie pisać to szacunek się należy.

Cracovia wyszarpała i wybiegała te dzisiejsze punkty z ogromną wolą zwycięstwa. Może nie było to ładne dla oczu, ale za to bardzo skuteczne. Jeśli chodzi o mnie to zawsze stawiam na widowiskowość. Czyli, pisząc w dużym ogóle, lepsze 5:3 od 1:0. Niestety, ale to moje zdanie. Nie można mieć wszystkiego. Jesli się nie gra widowiskowo to przynajmniej ma się pozycie wicelidera! Cracovia dzięki zwycięstwu ma 23 punkty, jest punkt straty do Pogoni i oby na stałe zadomowiła się w czołówce. Jeśli chodzi o jubileusze to dziś minęło równo 6 lat od zarejestrowania mojej strony na wordpress, a piszę regularnie od 2015. Ogólnie uznaje, że od czasu operacji. Wszystko co było przed nie istnieje.

Cracovia to najlepszy krakowski klub i co do tego nie ma już żadnych wątpliwości. Rywalka, która jakimś cudem dostała licencję, będzie walczyć o utrzymanie. Nie jest moją rzeczą wbijać szpilki w kibiców (kibiców!) Wisły, tym bardziej, że mam znajomych, z którymi czasem wymienię wiadomości i nie widzę w tym żadnego problemu. I nie powinni się obrażać o prawdę, którą piszę i wie każdy, że dalej tym klubem rządzą bandyci, a cierpią na tym porządni kibice, których zresztą pozdrawiam.

Zatem weekend się dopiero zaczyna, a jutro już udaję się do kolejnego miejsca, gdzie jeszcze nigdy nie bylem. Będzie to (taką mam nadzieję), ciekawy wyjazd. To tyle, a na koniec piąta już część historii Pasów, nad którą trochę poślęczałem, oczywiście wcześniej, bo zwykle opracowuje i robię poprawki kilka dni.;)

Z pasiastych wspomnień #5 Dwa punkty przywiezione ze Szczecina

Są takie wyjazdy z których ciężko Cracovii przywoziło się punkty. I do takich wyjazdów z pewnością należy Szczecin. 10 maja 1970 roku zagrały drużyny, które na koniec sezonu zajęły ostatnią i trzecią od końca. Cracovia się nie utrzymała, ale młoda drużyna „Pasów” ze Szczecina przywiozła dwa punkty.

Prasa szczecińska wylała kubeł pomyj na obchodzącą w 1970 roku 25 rocznicę istnienia klubu. „Widzieliśmy portowców, w różnej formie, nigdy się jednak nie zdarzało, aby zawodnicy przystępo­wali do gry bez wiary we własne siły, aby nie chcieli wygrać. Wczo­raj właśnie zanotowaliśmy taki przypadek po raz pierwszy – portowcy nie chcieli grać, nie chcieli wygrać meczu. Oczywiście nie wygrali — zeszli z boiska jako pokonani. Doprawdy smutny to byt widok. Zawodnicy szczecińscy prze­chodzili przez pomost z opuszczo­nymi głowami, zawstydzeni wśród potężnego gwizdu – Pogoń została wygwizdana i to przez swych najwierniejszych kibiców. Natomiast kilkunastotysięczna widownia nagrodziła gromkimi brawami, zawodników Cracovii, młodych chłopców, którzy będąc w bardzo trudnej sytuacji – ostatnie miejsce w tabeli – nie zrezygnowali z walki, zdobyli punkty nawet na obcym terenie. Szczecinianie docenili te wielką ambicie, wole zwycięstwa.”

Prowadzenie dla Cracovii uzyskał w 43 minucie Ryszard Sarnat, głową po rzucie rożnym. Sarnat na początku meczu odniósł kontuzję, ale mimo urazu był wyróżniającą postacią. „Po zmianie stron na boisku niepodzielnie panowała Cracovia. Podopieczni trenera M. Jabłońskiego, szanowali piłkę, grając krótkimi podaniami”. Drugą bramkę zdobył 21-letni Tomasz Niemiec po minięciu obrony i wybiegającego bramkarza Pogoni, Frączczaka. Trener „Pasów” po meczu powiedział: „Oczywiście ogromnie cieszymy się ze zwycięstwa. Nie przypuszczałem jednak, że osiągniemy cel tak łatwo. Pogoń nas rozczarowała…” Niezależnie jednak czy mająca problemy kadrowe Pogoń, bo Folbrycht wrócił do gry po długiej przerwie spowodowanej kontuzją, a kilku graczy było przeziębionych. Należy uznać, że zwycięstwo w Szczecinie było dużym sukcesem. Jak się okazało, ze słabą Pogonią, a do utrzymania i tak zabrakło.

Źródła:

Kurier Szczeciński, nr. 108 z 9.05.1970
Kurier Szczeciński, nr. 109 z 11.05.1970
Echo Krakowa, nr. 109 z 11.05.1970

Liga okręgowa: Tempo Rzeszotary – Pasternik Ochojno

(138). Rozsypane l  i  t  e  r  y.

Obiekt: Stadion w Rzeszotarach
Data: 19 października, godzina 15.00
Mecz: LKS Tempo Rzeszotary (6) – Pasternik Ochojno (11)

Poziom rozgrywek: 6 poziom, Liga okręgowa, Kraków grupa III 2019/2020
Widzów: ~ 250
Pogoda: 18° Momentami bardzo ciepło
Bilet:
7
PLN

W ten weekend wybrałem się do Rzeszotar na południe od Krakowa w gminie Świątniki Górne. Jak na wieś, Rzeszotary są całkiem spore i mają niezły stadion z murawą równą jak stół. Widać, że w tygodniu pracują żeby była dostosowana do niezłego poziomu.

Dzisiejszy mecz wybrałem przez przypadek i dopiero w autobusie usłyszałem, że jest to mecz derbowy! Czyli to co najbardziej nie lubię. Trudno. Zaraz, czego to są w ogóle derby? … Mniejsza z tym, pewnie niedaleko jest Ochojno.

Bilet z Rzeszotar w cenie 7 PLN trafił do kolekcji

Na miejsce przybyłem o 14.30. Wcześniej w Empiku włączył mi się typowy Borderline. Bo gdy zobaczyłem nową książkę O powstaniu gatunków to natychmiast chciałem ją mieć. Po chwili zobaczyłem Pawilon szósty Antona Czechowa i wydawało mi się, że ją kupię. Wróciłem jeszcze 3 razy po jedną i drugą i nie kupiłem żadnej. Pora uciekać.

Wróćmy do Rzeszotar. To jedna z ciekawszych tras, którą człowiek jedzie jak w grze Gran Turismo. Mocno w dół, potem jeszcze mocniej i wąski zakręt, a całość uzupełnia piękny krajobraz z domami wznoszonymi na wyżynach. Stadion mieści się przy ulicy Podlesie. Jest to niezły obiekt z nowoczesnym piętrowym budynkiem, placem zabaw dla dzieci, trybuną odkrytą i oczywiście boiskiem.

Bilety sprzedawał facet, który jednocześnie dbał żeby nikt nie wszedł na „farta”. Oczywiście da się oglądać stadion z poziomu drogi i nawet jest niezły widok (byli i tacy, którzy nie chcieli płacić), ale jako rasowy „wyjazdowicz”, oglądałem mecz z trybun. I nawet przestraszyłem się gdy facet z dych, wydał mi resztę, a bilet? Na całe szczęście, obok drugi, dbał o detale i dzięki czemu – bilet do kolekcji jest! Jednym słowem, obaj byli bardzo mili i o to chodzi.

Sam meczyk nawet mi się podobał. Już w 5 minucie gospodarze prowadzili 1-0. Wzorowa kontra lewym skrzydłem i dośrodkowanie wprost na głowę. Ręce składają się do braw po takich akcjach. Przed przerwą jeszcze jedna bramka. Tempo miało więcej okazji do podwyższenia (między innymi poprzeczka) niż goście do złapania kontaktu. Nie udało im się również w drugiej połowie, a trzeci gol załatwił sprawę. Momentami była to kopanina, ale z nutą maestrii, mimo wszystko, bo gra była szybka. Sędzia przyjął kryteria ostrzejszej gry i taka ona była. Za to jego asystent pomylił się o nie uznał prawidłowego gola, podnosząc sztaluga do góry, twierdząc, że był spalony.

Dzień w Rzeszotarach za mną. Przechodzi już do historii. Czas na dalsze wyprawy. W najbliższych dniach okaże się gdzie. Powoli zbliżam się do listopada w którym będzie Ostrawa. Ale szykuję się coś jeszcze zapewne. Na dzisiaj tyle.