Archiwum kategorii: groundhopping

II liga: Garbarnia Kraków – Stal Stalowa Wola

(136). Pozytywne wibracje

Obiekt: Stadion Garbarni Kraków przy ulicy Rydlówka
Data: 28 września, godzina 15.30
Mecz: Garbarnia Kraków – Stal Stalowa Wola

Poziom rozgrywek: 3 poziom, 2 liga 2019/2020,
Widzów: 352
Pogoda: 16°
Bilet:
15
PLN

Jest sobota. Ostatni weekend września, idealna pogoda do gry w piłkę nożną. Czyli gdzie mogę być? Na haju, a może w tramwaju? Pudło, choć w sumie… No dobra. Przejdę do sedna. Postanowiłem odwiedzić Garbarnię Kraków. Myślę, że każdy odwiedzający nasze miasto powinienem obowiązkowo wybrać się na Ludwinów by zobaczyć i poczuć klimat.

Wyjaśnię jedno, że jeśli chodzi o kibiców, którzy prowadzą doping to są w Krakowie tylko trzy klubu. Cracovia, Wisła i Hutnik. Mogą kibice Garbarni się obrazić za to stwierdzenie, ale takie są fakty. Bo przecież doping nie ogranicza się jedynie do walenia w bęben ile fabryka dała. Niestety, ale facet, który prowadzi doping na Garbarni, wybrany został prosto z łapanki albo co bardziej prawdopodobne – z baru. To smutne i aż zbyt okrutne by się nad tym rozpisywać, bo Garbarnia to klub z piękną historią. Kiedy jadę lub jeździłem za swoją drużyną to pierwsza zasada była, że żadnego picia alkoholu, żadnych dragów – jedziemy wspierać drużynę. Cóż „ultrasi” Garbarni muszą uczyć się od najlepszych. I muszą pamiętać, że powyższe używki po meczu, a nie zamiast meczu!

To tyle o scenie kibicowskiej Krakowa. Smutnej, ale prawdziwej. Teraz coś o normalnych kibicach. Otóż na Garbarnię zawsze przychodzą jednak ludzie. I bywało, że stadion wypełniał się do ostatniego miejsca. Chodzą i pewnie zawsze będą chodzić kibice, którzy w sercu mają Garbarnię. Nie można porównać tego z Hutnikiem czy innym klubem, bo po prostu tutaj zdecydowanie jest inaczej.

Droga na stadion od ulicy Konopnickiej. Tak jest i pewnie zostanie. Dla tych co jeszcze nie byli łatwiej powiedzieć, że na stadion Garbarni można dostać się od rzeki Wilgi. Kasjer sprzedaje bilety w budce, a podczas mojej pierwszej wizyty, sprzedaż była prowadzona z… auta. Porządkowi „skasowali” mi bilet, a do plecaka nie chcieli zaglądać. Na moje pytanie czy mam otworzyć? Odpowiedź była, jak pan chcę… Z góry uprzedziłem, że nic tam nie mam. Odpowiedź: U… to szkoda. Dopiero po chwili załapałem o co chodzi z tym krakowskim sucharem i też zacząłem się śmiać.

Śmiechu jednak nie było jeśli chodzi o grę, bo ta raziła w oczy. Garbarnia bała się drużyny, która zajmuję miejsce w strefie spadkowej. Obrona drużyny przyjezdnej sama prosiła się o strzelanie jej goli. Różnice i wyszkolenie widać gołym okiem. Wszystkie stracone gole należy zapisać na konto bramkarza, który bronił w fatalnym stylu. Wynik 3-1 dla Stali. Sprawiedliwy, bo potrafili wykorzystać słabszy dzień „Garbarzy”. Zespół z Ludwinowa miał w nogach także pucharowy mecz w środku tygodnia. Passa meczów bez zwycięstwa się przedłuża. Ostatni mecz Garbarnia wygrała w sierpniu z rezerwami Lecha Poznań. Obecnie zajmuję 8. miejsce w lidze, Stal nadal w strefie spadkowej.

W najbliższych dniach ustalę terminarz moich najbliższych i dalszych wyjazdów. Już teraz zapowiadam, że 9 listopada będę na meczu Banik Ostrawa – MFK Karwina w lidze czeskiej. Wcześniej planuje też coś ciekawego…

Liga okręgowa: KS Borek Kraków – Wieczysta Kraków

(133). Syntetyczne szczęście

Obiekt: Stadion przy ulicy Żywieckiej
Data: 21 września, godzina 16.00
Mecz: Borek KS Kraków – Wieczysta Kraków

Poziom rozgrywek: 6 poziom rozgrywkowy, 7 kolejka
Widzów: ~ 100
Pogoda: 18°
Bilet:
Wstęp wolny

Stadion w Borku Fałęckim był do tej pory przez mnie nieodwiedzony. Przyznam szczerze, że był to nieplanowany mecz, bo zaplanowałem na tą sobotę inny. Miałem udać się pociągiem do Łuczyc. Stwierdziłem, że Łuczyce zostawię sobie na następnym raz (może 6 lub 19 października?).

Wybór padł na Borek, bo pomyślałem, że szybko tam dotrę. Okazało się, że z Dworca Głównego (tunel) nie kursuje żaden tramwaj. Dałbym sobie rękę uciąć, że nie dawno na Borek Fałęcki jeździł tramwaj „50”. Musiałem szybko ogarnąć się i znaleźć inny i z innego miejsca. Na szczęście z przystanku „Lubicz” jedzie tramwaj „78”. Ponad pół godziny drogi, a to oznaczało, że nawet gdybym był sprinterem to spóźnię się około 2 minut. Wyszło, że spóźniłem się raptem minutę, co i tak mnie zirytowało, bo nienawidzę tego!

A działo się na tym meczu sporo. Słówko najpierw na temat obiektu. Otóż jest całkiem zadbany z dwoma trybunami. Jedna to drewniane ławki na trawiastym wale ziemnym pod drzewami. Idealne miejsce żeby w zaciszu oglądać mecz i przede wszystkim napić się z kolegami piwa. Druga trybuna to już bardziej nowoczesne wyposażenie. Krzesełka na około 100 osób. Jak mi wyjaśniono siadają tam przyjezdni. Ja jako przyjezdny, pierwszą połowę oglądałem z jednej „trybuny”, a drugą z przyjezdnymi.

W tym meczu dominowała jedna drużyna – KS Wieczysta. Praktycznie gra toczyła się na połowie Borku. Trener gospodarzy miał duże pretensję, że on nie może przekraczać swojej linii, a trener Wieczystej może, bo był trenerem w I lidze. Robiło się gorąco. Arbiter liniowy wdał się w dyskusję i pewnie nie był skupiony co dzieje się na boisku. Rzecz miała miejsce pod koniec I połowy i do szatni schodzono cały czas dyskutując nad sprawą. Trzeba było jednak skupić się na grze, bo Borek do przerwy przegrywał 2-0, a kolejne gole były tylko kwestią czasu. Końcowy wynik 0-6 to jak najbardziej zasłużony wynik. Drużyna Borku walczy o utrzymanie, a Wieczysta o awans do IV ligi.

Mecz dopingowała całkiem spora grupa kibiców Wieczystej, ubranych na żółto, a na płocie wywiesili flagę. Doping nie ograniczał się do walenia w bęben, którego de facto nie było. Szkoda, ale i tak wielki szacunek za naprawdę fajnie prowadzony i kulturalny doping.

To tyle. Teraz czas wybrać się na hit, bo kiedy przyjeżdża do Krakowa Legia to jednego można być pewnym – będzie gorąco.

A klasa: Kolejarz 24 Katowice – Siemianowiczanka II Siemianowice Śląskie

(131). „Impulsy”.

Obiekt: Stadion „Ośrodek Sportowy Kolejarz – MOSIR Katowice” przy ulicy Alfreda.
Data: 7 września, godzina 13.30
Mecz: Kolejarz 24 Katowice – Siemianowiczanka II Siemianowice Śląskie
Poziom rozgrywek: 7 poziom rozgrywkowy, 4 kolejka katowickiej klasy A
Widzów: ~ 15
Pogoda: 21°
Bilet:
Wstęp wolny, brak biletów

Nikt nie wie, jak to co robię wywołuje u mnie skrajne emocje. Od euforycznej radości kiedy wkraczam w miejsca nieodwiedzone po solidny zjazd kiedy wracam i znów muszę czekać na następny raz. Na dzień dzisiejszy nie wiem jaka będzie przyszłość. Nie interesuje mnie to. To znaczy prawie, bo bilet do Budapesztu jednak kupiłem (z tego co już zdążyłem się zorientować to obejrzę mecz Ferencvarosi)… Ktoś napiszę to przestań jeździć. Odpowiem żeby ten ktoś przestał oddychać. Różnica jest też taka, że ja kocham to co robię, a oddychać nienawidzę. Taki Borderline. Ktoś śpiewał: „Who Wants To Live Forever”.

Każda świeczka się kiedyś wypali, ale póki co jeszcze świeci i to momentami dość jasnym płomieniem!

Dzisiejszy mecz obfitował nie tylko w gole, słońce, deszcz, LGBT, ale – także w nudę. Momentami działo się tyle, że można by zasnąć na stojąco – ja na szczęście siedziałem i to mnie uchroniło.

Ile razy jestem w Katowicach (a znam centrum dość dobrze) to zawsze musi się coś dziać. Tym razem były jakieś dziwne objazdy. Uprzedzam, że nie byłem na „Marszu Równości”. Nie dla mnie takie atrakcje. Ja wolę nawet najnudniejszy mecz oglądany na żywo (nie oglądam w telewizji – chyba, że gra moja ulubiona reprezentacja San Marino). Oczywiście mogę tu narzekać i lecieć całą wiązanką epitetów pełnych zdań. Mogę też napisać, żałuję, że nie przyjąłem propozycji wspólnego wyjazdu do Przemyśla na mecz Czuwaju. Ale…

Wrzuciłem w koszta wyjazd dzisiejszy. Trudno. Gospodarze, którzy rozgrywają mecze na sztucznej murawie w zielonej klatce z sieci (kurwa, kto wymyślił taką profanację futbolu?) podejmowali drużynę rezerw Siemianowiczanki Siemianowice Śląskie. Przed tym meczem, obie drużyny były bez zwycięstwa. To Kolejarz, który grał w mocno wyblakłych, brzydkich strojach prowadził grę. Bramka na 1-0 padła jednak dopiero w 17 minucie, a wynik nie zmienił się do pauzy. 6 minut po wznowieniu gry było 2-0. Od tego momentu zaczęło się coś dziać, bo gospodarze cofnęli się do obrony, a goście… też cofnęli się do obrony. Można powiedzieć, że obydwie drużyny zagrały słynnym niskim pressingiem byłego trenera reprezentacji Polski – Adama Nawałki. Z tym, że znalazły zastosowanie w praktyce. Trzecia bramka padła po ładnej kontrze i akcji „sam na sam”. W końcówce odpowiedzieli goście po ładnym uderzeniu z dystansu. Wynik 3-1 byłby wyższy gdyby Kolejarz wykorzystał nieporadność obrońców i bramkarza, marnowanie stuprocentowych okazji na pustą lub prawie pustą (słupek) bramkę (tzw. patelnie).

To tyle jeśli chodzi o Katowice. Wkrótce następne wpisy. Teraz poszukuję kolejnego miejsca na najbliższy weekend. A za trzy finał miesiąca. Mam nadzieję.

Information:
Google maps stadium: Stadium
Official website Kolejarz 24 Katowice: Kolejarz 24 Katowice
Fan Site: None
Results: 90minut.pl