Archiwum kategorii: groundhopping

Mecz towarzyski: Hutnik Nowa Huta – Resovia Rzeszów

(123). Nie te plany, nie te marzenia, nie ta droga.

Obiekt: Stadion Miejski w Nowej Hucie (wizyta nr.3)
Data: 13 lipca, godzina 13.00
Mecz:  Hutnik Kraków (III liga) – Resovia Rzeszów (II liga)

Poziom rozgrywek: Mecz towarzyski
Widzów: ~ 90
Pogoda: 20° pochmurno, momentami bardzo słonecznie. Bez deszczu
Bilety: Wstęp wolny

Wizyta na Suchych Stawach w sobotni lipcowy i ponury dzień lecz z przebłyskami słońca na krakowskim niebie, wciąż jeszcze trzymając mnie na powierzchni jak człowieka nie umiejącego pływać dała powiew pięknej radości. Choć nie euforycznej. Topielca, który próbuje się wydostać. W tych okolicznościach przyrody dotarłem tramwajem „70” na przystanek „Suche Stawy”. Jak się okazało nie tylko ja, bo mecz oglądała spora liczba widzów.

Udałem się na mecz w którym Hutnik Nowa Huta (oficjalnie używa się nazwy Kraków, ale mieszkańcy Huty jej nie uznają) mierzył się z II ligową rzeszowską Resovią, która w ubiegłym sezonie była 10. w tabeli. To miał być mecz, który przybliży trenera Hutnika do odpowiedzi, czy jego zespół stać na awans na szczebel centralny w nowym, niebawem zaczynającym się sezonie. A ja chciałem się skupić na nim w 100% i notować ciekawe i istotne fakty, nie myśląc, że mam problemy, że ciągle człowiek kasy potrzebuję, że będzie już sam do końca życia, że umrze i nie zobaczy wielu rzeczy i miejsc które chciałby zobaczyć itp. Jak sen wariata. I tak w gruncie rzeczy było. Pierwszą połowę oglądałem w dużym skupieniu obliczając wszystko, a że umysł mam ścisły to nawet myśli o ***** nie są w stanie go zmącić. I wyszło mi to co zawsze bez analizy, że piłka nożna to prosta gra, że trzeba strzelić jednego gola żeby wygrać, że im dłużej jesteś przy piłce tym krócej przeciwnik itp. Nie pomyśleli o tym dzisiejsi kopacze.

Mecz był nudny i gdyby nie sytuacja z 16 min. kiedy piękną główką popisał się gracz Resovii Serhij Krykun (dobrze znam chłopaka z Garbarni), i jeszcze piękniejszą interwencją bramkarz Hutnika Mateusza Zająca to nie potrzebowałbym Zolpidemu żeby zasnąć. Na szczęście była jeszcze jedna dziwna sytuacja w końcówce meczu. Gracz Hutnika dostał drugą żółtą kartkę i powinien opuścić plac gry. Sędzia to przeoczył i sami zawodnicy gości musieli o tym fakcie wspomnieć arbitrowi i za zgodą właśnie ich grali w „11” Wynik 0-0 w pełni zasłużony. Resovia nowy sezon rozpocznie 27 lipca od starcia w Boguchwale przeciwko Stali Stalowa Wola. Hutnicy zaś podejmą 10 sierpnia meczem domowym Wólczankę Wólkę Pełkińską. Czy będzie to sezon zwieńczony awansem? Wątpię, ale takie są cele.

Potem miałem już z górki. Tramwaj „70” przyjechał o 14.52 i pomyślałem, że jeszcze jakoś wykorzystam czas (brakło chęci i czasu do odwiedzenia Kamieniołomu Liban). Tym razem bez łażenia po knajpach krakowskich i spacerami swoimi ulubionymi uliczkami albo siedząc w moim ulubionym parku Strzeleckim. Udałem się więc do Empiku drugi raz, bo za pierwszym miałem trochę czasu (rano). I co znalazłem? Niczym wytrawna dziewczyna na wyprzedażach w sklepie z ciuchami, znalazłem płytę, którą chciałem mieć w kolekcji – Deep Purple in Rock z 1970 roku. Pech chciał, że kiedy już wracałem do domu ktoś ją kupił i to za bezcen, bo kosztowała niespełna 35 PLN. Mam nadzieję, że dobrze będzie mu/jej się słuchało Child in Time.

Teraz pora na czwartkowy mecz Pasiaków. Bilet już dawno kupiony. Żaden narkotyk nie dorównuje atmosferze na Cracovii! Co potem? Zobaczymy. Chcę odwiedzić Łódź, chcę odwiedzić Kielce. I raczej ta druga opcja będzie bliższa. Ale to śpiew wróbla przyszłości. Skupmy się na tu i teraz.

Powrót? Powrót to będzie jak wrócę. Coś tu jeszcze dodam…

information:
Google maps stadium: Stadium
Official website Hutnik: Hutnik Kraków
Official fanpage Hutnik: Hutnik Kraków
Fan Site: Fan site Hutnik
results: nh2010.pl

B klasa: Wiarusy II Igołomia – Dąb Zabierzów Bocheński

(122). Never Say DIE… Again

Obiekt: Boisko w Igołomi
Data: 22 czerwca, godzina 13.00
Mecz: Wiarusy II Igołomia (10) – Dąb Zabierzów Bocheński

Poziom rozgrywek: 8 poziom (B klasa Wieliczka)
Widzów: ~ 20
Pogoda: 24° słonecznie, choć przed meczem zimno i deszczowo
Bilety: Wstęp wolny

Jagger wrócił, dlaczego ja nie mogę?

To już niestety koniec minionego sezonu. Zbiegło się to z moimi problemami. Owszem mam, ale to chyba oznacza, że dużo robię – skoro tak dużo ich popełniam. Pewnie nie. Zresztą mam to gdzieś. Są ludzie rozumni, którym tłumaczyć nie muszę. Są i tacy, co mają inne zdanie. To nie mój problem. Gdyby nie to co robię to pewnie nie byłoby mnie tutaj. Znajdą się i tacy co powiedzą tak, jak kiedyś mówiło się o wokaliście Stonesów. Nie dożyję 30-stki… Jeszcze mi daleko. Malkontenci. Pewnie chodziło Wam o mój styl życia po operacji. Zresztą, gówno już mnie to obchodzi. Nie mam zamiaru zasłaniać się, że depresja, że lęki, że coś tam, coś tam. Brałem to i tamto i nigdy nie powiem, że już nie wezmę! Jeśli mam zamknąć mordy (przepraszam, że się unoszę) raz na zawsze tym malkontentom to: Wy po takich dawkach już dawno bylibyście w raju, a ja robiłem i ciągle robię najlepsze wyjazdy. Tęsknię za tymi czasami, ale to było i…

Strawberry Fields Forever

Dzisiaj opłaciłem serwer na następny rok za ten blog, bo komornik wzywał do zapłaty. A jak wiadomo, on łaskawy nie jest. I ktoś pomyśli, że oznacza to kolejne wspaniałe i nie zapomniane relacje. Nie. Oznacza to, że opłaciłem serwer. Do czego nawiązuje z tym nagłówkiem? Ano do pewnej chwili, której nigdy nie zapomnę. Od tamtego czasu obiecałem sobie, że nigdy już tej piosenki nie puszczę gdy nie będę tak szczęśliwy jak wtedy. Nawet jeśli była to chwila czy nawet iluzja to ten utwór jest przepiękny, niepowtarzalny i nikt nie zrobi lepszego (nie tylko moim zdaniem). Po co mam go więc słuchać w obecnej sytuacji? Tamte chwilę nie wrócą.

Dotarłem do końca. Igołomia ostatnim przystankiem.

Dzisiejsze widowisko oglądałem w towarzystwie innego groundhoppera. Olo zgarnął mnie z Opolskiej, kiedy niemiłosiernie prało deszczem ze wszystkich stron. I tylko idiota mógłby pomyśleć, że zaraz wyjdzie słońce. Ale jak to w życiu bywa, nawet idioci mieliby rację. Słońce wyszło, kiedy rozpoczął się mecz w Igołomi. A jak dotrzeć do Igołomi? Tak naprawdę to wiedzą tylko miejscowi, a i oni do końca nie wiedzą. Najprościej jest powiedzieć, że jest to wieś przy drodze krajowej nr 79. w powiecie krakowskim w gminie Igołomia-Wawrzeńczyce. I potem trzeba skręcić, jak to bywa.

Ukazuje się oczom wielki budynek klubowy z napisem Klub Sportowy Wiarusy Igołomia. Mały Orlik dla młodszych, wiata dla pikników oraz całkiem niezłe boisko, z niezłą murawą. Trybuny z ośmioma rzędami i nawet elektroniczna tablica z wynikami.

Atmosfera całkiem spokojna. Na B klasie zawsze się coś przecież dzieję w koło, a tutaj tylko na boisku grali. A nie! Przepraszam – grali też, bo niedaleko było wesele. Wesele w Igołomi. Nie brakowało złośliwych komentarzy, że za tydzień repertuar muzyczny będzie brzmiał mniej więcej tak: (bo ja nie znam autora i wokalisty; na pewno nie jest to Black Sabbath ani nawet The Beatles) „Co ja zrobiłem, że się ożeniłem” tratatata… Czyli reasumując: Tam grali, u nas grali i za nami też grali, bo z jednego domu dobiegały dźwięki przypominające disco hity Polsatu z lat 90′ na pełny regulator.

Skończyło się sprawiedliwym podziałem punktów. Wynik 2-2. Najpierw w 10 minucie szybko Wiarusy strzeliły gola, a potem szybka kontra i remis. Dąb Zabierzów Bocheński nie wykorzystał kilka stuprocentowych okazji i może sobie to dopisać do zeszytu. Po przerwie znów ku radości „fanatyków” zrobiło się 2:1. Mecz o przysłowiową pietruszkę skończył się 2-2, bo jak wszystkim znawcom piłki nożnej wiadomo. Nie może być inaczej. Wiarusy kłócą się nad bramką wyrównującą, ale może opowiem to w sposób bardziej filozoficzny? – Hegel twierdził, że to tylko aprioryczny dodatek do etyki. – Kant za pomocą imperatywu kategorycznego  stwierdził, że bytuje ona tylko w wyobraźniach. – a Marks twierdzi że był spalony.

Smutno tak

Niby lato się zaczęło, a tu koniec z rozgrywkami. Zostaną pewnie jakieś sparingi, ale ja nie chcę na takie coś jeździć. Nie wiadomo zatem kiedy będzie mój powrót i czy w ogóle. Za miesiąc (już niecały) na pewno pojadę z „Pasami” do Dunajskiej Stredy na eliminacje Ligi Europy! Czym i z kim to się okaże (bo planujemy z jednym kibicem Cracovii udać się na własną rękę). W przyszłym sezonie będę działał też dla Bieżanowianki. Dadzą mi aparat i będę jeździł tu i ówdzie. Moja praca nad ich monografią klubową tak się spodobała, że dali mi angaż. xD Spokojnie książkę bym o Waszej historii napisał! Nie można też wykluczyć i takiej opcji, że zrobię coś głupiego. Np. pojadę… no powiedzmy do Prisztiny albo do Satu Mare. Tak. Coś czuję, że na pewno zrobię coś głupiego.

Dziękuję Wszystkim czytelnikom oraz wszystkim, a lista długa jest – co mi pomogli! I… Do następnego?

Klub Sportowy Wiarusy Igołomia został założony w 1992. Ja jednak dzisiaj nie będę pisał o pierwszej drużynie, bo gościłem na rezerwach, które z C klasy awansowały w sezonie 2017/18.

Gospodarze po lewej stronie, a goście w czarno-żółtych strojach.

Jeszcze się coś tam goście czepiali, że piłki były słabo napompowane, ale szybka analiza wykazała, że można grać.

Grabarz wyliczył, że powinno być już 3-0. Zresztą ten miejscowy Eratostenes nie takie obrachunki tutaj przedstawiał. Zostawmy jednak słuszność jego wywodów.

Gra była szarpana zwłaszcza w drugiej odsłonie. pierwsza połówka całkiem ciekawa. W drugiej powiało nudą…

Proszę bardzo. Gdyby komuś zrobiło się słabo oglądając tą żenadę to… może położyć się na trawie. E tam nie było tak źle.

information:
Google maps stadium: Stadium
Official website Wiarusy: Wiarusy Igołomia
Official fanpage Wiarusy: Wiarusy Igołomia
Table, results: 90minut.pl

A klasa: Skawa Wadowice – Sokół Przytkowice

(121). Never Say DIE.

Obiekt: Stadion im. Czesława Panczakiewicza przy ul. Błonie 2
Data: 15 czerwca, godzina 15.00
Mecz: Skawa Wadowice (3) – Sokół Przytkowice (4)

Poziom rozgrywek: 7 poziom (A klasa Wadowice)
Widzów: ~ 40
Pogoda: 33° upalnie
Bilety: 5 PLN

Klub Skawa Wadowice został założony w 1907 roku. W latach 60′ klub rywalizował w lidze okręgowej (wówczas pełniącej rolę trzeciej od góry). Prawdopodobnie awans uzyskał w 1960 roku. Od sezonu 1961/62 do 1965/66 Skawa grała regularnie. Najlepszy wynik to 5. miejsce. Potem następuje biała plama, gorszy okres klubu. Lata 70′ to głównie stawianie na młodych piłkarzy i w dalszym ciągu próba wyjścia na wyższy poziom. W węgierskiej miejscowości Szeged, klub przygotowywał się do sezonu 1975. Wówczas zajął w lidze powiatowej II miejsce, co było dużym sukcesem klubu. Wiosną 1976 roku klub awansował do ligi wojewódzkiej. Klub wtedy przeniósł się ze Zagadłowicza na Błonie. Było to z okazji „650 – lecia lokacji miasta Wadowice”. Od tamtej pory występuję tam regularnie. Na uboczu miasta, zdala od slynnych domów papieża itp.

Udałem się dzisiaj do Wadowic. Tak jak było ustalone. Wprawdzie była ciekawa propozycja ze Śląska – konkretnie z Mikołowa, gdzie obecny był Cfeter, któremu ostatnio zwierzam się z moich problemów. Ale zasada to zasada. Po za tym chciałem zostać w swoim województwie. Zostałem przy Wadowicach. Muszę powiedzieć, że były lepsze wyjazdy. Na miejsce dotarłem busem (9 PLN z krakowskiego dworca) co zajęło 1 godzinę z hakiem, bo bus dość często zatrzymywał się na przystankach, takich jak Barwałd Górny, Dolny, Średni, Izdebnik czy Kalwaria Zebrzydowska. Potem tylko 1,8 km pieszo na stadion. Nie powiem – w upale. Welcome to The Hell można by powiedzieć, a to tylko Wadowice. Jakieś trochę mniej niż godzina do pierwszego gwizdka i zaczyna mi doskwierać nuda, szukam więc koło stadionu kapsla od piwa. Znajduję jeden, ale uznaje, że jest zbyt zniszczony. Szukam dalej i jest! Lech! Będzie do kolekcji oprócz biletu z ziemi wadowickiej. Kasa otwiera się. Metalowe zasuwy w kasie ledwo się otwierają, śrubki piszczą. Kolejek brak. Znudzony kasjer w żółtej kamizelce, chodzi dookoła jak ja. W końcu chcę kupić bilet. Ale sprzedawca uznaję, że wpuści mnie za darmo. Mówię, że jednak chcę bilet na pamiątkę, że przyjechałem z Krakowa. I wywiązała się miłą, krótka rozmowa. – Wadowice to też Kraków – Ja służyłem w Jednostce Wojskowej w Krakowie na Wrocławskiej, a mieszkałem na Głowackiego. – Wiesz gdzie to jest? Pyta bez per Pan, bo i po co? – No jak nie wiem! Ja nawet jestem Głowacki, tyle, że nie Bartosz. Sympatyczna rozmowa.

Mniej sympatycznie było na stadionie, bo w takich warunkach nie dało się oglądać tego spotkania, które było już ostatnim w tym sezonie. Kiedy usiadłem na plastikowym krzesełku to myślałem, że mi tyłek sparzy. Spiker, już widać, że całkiem na „luzie” wtrącał lakoniczne komentarze. Śmiałków na mocniejsze trunki nie zauważyłam. A sam mecz? Z perspektywy kibica to poniżej normy. Skawa przegrała dość wysoko, bo aż 0-4. Mimo to w końcowej tabeli zajęli miejsce na podium. Sezon dobiega końca, być może czeka mnie niedługo dalsza trasa. Być może za tydzień udam się z kimś na wyprawę, bo nie ukrywam, że obecnie przechodzę gorszy okres i doskwiera mi „samotność”. Razem raźniej w trudnych chwilach.

Obiecywałem sobie już wiele razy, że nie. To już koniec. Nie chcę dłużej prowadzić tego bloga, nie chcę dłużej jeździć i w końcu nie chcę dłużej żyć. Bo po co i dla kogo? Teraz mogę sobie powspominać. Z drugiej strony walczę z tą podłą szmatą jaką jest depresją, jak tylko mogę i czym mogę. Ulgę przynosi mi kiedy jadę przed siebie i jestem w ciągłym ruchu. Walczę jak tylko tylko potrafię, trzymam się jak potrafię, piszę jak potrafię. Wyjdzie, że wiele rzeczy potrafię, a takiej łatwej nie potrafię. Sartre nie odebrał Nobla, bo miał go zwyczajnie gdzieś. Czyli tam gdzie wszyscy myślimy, ale boimy się napisać brzydko – w dupie. Cóż w tym złego? Świat jest zły. A Sarte powiedział: „Trzeba jednak dokonać wyboru: żyć czy opowiadać.” I Niestety będę musiał podjąć się takiego zadania.

information:
Google maps stadium: Stadium
official website Skawa: MKS Skawa
official fanpage Skawa: MKS Skawa
Table, results: 90minut.pl