Archiwum kategorii: Cracovia

Liga Europy: Cracovia – DAC 1904 Dunajská Streda

(124). Powroty cieszą, pożegnania bolą, zwycięstwa radują, porażki smucą

Obiekt: Stadion przy ul. Józefa Kałuży
Data: 18 lipca, godzina 19.00
Mecz: Dunajská Streda 1904 🇸🇰 – Cracovia (2-2; awans Dunajská Streda)

Poziom rozgrywek: I runda eliminacji Ligi Europy
Widzów: ~ 13 245
Pogoda: 24° słonecznie, ciepło
Bilety: 30 PLN (sektor G)

Sezon 2019/20 czas zacząć. Być może będzie to przełomowy tour w moim dorobku, może ostatni. Nie narzekam. Nie jest łatwo. Bo ktoś myśli, że jak czegoś nie widać – to po prostu tego nie ma.

Bilet z meczu pucharowego nie różnił się niczym od tego ligowego. Szkoda, bo myślałem, że klub zrobi specjalne wejściówki pamiątkowe

Koniec pucharowej przygody.

Przyszła pora na rewanżowy mecz ze Słowakami. Niektórzy powiedzą, że z Węgrami, ale zostawmy te rozważania i tak trudne do rozstrzygnięcia. Zakupiłem bilet na sektor „G” zgodnie z tradycją nie chodzę już na sektory gdzie drze się mordę na całe gardło. Tutaj raczej spokojny śpiew, taki łączący muzykę poważną z rockową – taki Deep Purple w stylu Gillana za dobrych lat.  Godzina 19.00 czas wyeliminować Strede by móc zmierzyć się z greckim 🇬🇷Atromitosem Ateny i sprawić by przygoda w europejskich pucharach nie była pocałunkiem śmierci.

Z małymi przygodami dotarłem na stadion przy ulicy Kałuży. Na pół godziny przed meczem było tak tłoczno jak podczas słynnego meczu z Legią, gdzie ludzie siedzieli – a raczej stali na schodach. Tamta frekwencja była nieznacznie większą. Obok mnie trafiło się dwóch świetnych rozmówców. Jeden zniknął w kilometrowej kolejce po piwo. Wrócił kiedy „Pasy” zmarnowały sytuację „sam na sam” z bramkarzem gości. Nieskuteczność raziła, kibice łapali się za głowy jak piłka nie potrafiła wpaść do siatki. Pierwsza połowa była jak pierwsza randka. Cudowna. Na drugiej okazało się, że pocałowała nas śmierć.

Z siedzący obok mnie rozmówcą przez całą pierwszą połowę mieliśmy świetne humory i choć tonowaliśmy nastroje to w głębi widzieliśmy, że zagramy następny mecz z Atromitosem Ateny. Nic jednak dobrze się nie skończyło. 2-2 po dogrywkach i awans gości. Kibice, jak trzy lata temu, opuszczali stadion w milczeniu.

PS. List do p. Trenera, pisałem rano, w momencie, kiedy jeszcze nie wiedziałem, że będzie tak ponuro. Ale głowy do góry. Jeśli przyjdzie odpowiedź natychmiast o tym napiszę i choć skromne moje „muzeum” zapełni się kolejnymi kartkami tej historii. Z pozdrowieniami dla Wszystkich, którzy we mnie wierzą.

Koniec?

Ten mecz miał być ostatnim wpisem, który zamknąłby pewną epokę. Miałem jeszcze wczoraj myśl, że nie jestem już dawać z siebie 100% i chcę zakończyć tu gdzie zaczynałem. Nie zrobię tego! Dzisiejszy mecz mimo odpadnięcia z pucharów pokazał jak bardzo jestem z tym zżyty, jak dalej sprawiają mi radość rozmowy z kibicami, którzy mi towarzyszą i jak bardzo wreszcie Laura, bo to ona trochę wlała nadzieję w moje serducho w to co robię i jak robię. Może powinno być na odwrót i to ja powinienem wypowiadać komplementy kobietą (robię to, bo jestem staroświecki), ale póki co mogłem jej tylko napisać i wysłać pozdrowienia nad morze. Dziękuję też Markowi z którym wymieniamy wiadomości, to mnie buduję. Jeśli chodzi o przyszłość to skupiam się póki co na tej najbliższej. 28 lipca, niedziela i mecz z ŁKS-em Łódź.

Zapadł zmrok. Szafirowa mgła, smog. Lecę, lecę z nią – róże trzyma w dłoni. Potem z krzykiem budzę się, róża więdnie. Jej już nie ma.

Dwa autokary przybyły wraz z piłkarzami do Polski. Atmosfera na meczu była wspaniała i kulturalna. Polska z Węgrami stworzyły w Krakowie jedność.

Znajomy z którym siedziałem obok wyszedł w 43 minucie z nadzieją, że zaraz wróci z kubeczkiem zimniutkiego piwa. Owszem kupił, ale po odstaniu 35 minutowe kolejki!

Sektor węgierskich kibiców. Oficjalnie dostali 750 biletów, ale Cracovia zaczęła ich wpuszczać także na zwykłe sektory, bo kibiców było znacznie więcej. W końcu Polak, Węgier…

Ekstraklasa: Cracovia – Zagłębie Sosnowiec (2)

(105). Miracles in hell?!

Obiekt: Stadion im. Józefa Piłsudskiego przy ulicy Kałuży 1. (26 wizyta + 2 mecze towarzyskie)
Data: 9 marc
a, godzina 15.30
Mecz: Cracovia – Zagłębie Sosnowiec 2-1 (1-0), Ekstraklasa
Widzów: 10 755
Pogoda: 8°, momentami silny wiatr i cały czas pochmurno

132 dni. Tyle trwała moja przerwa.

Cześć. To znowu piszę ja i znowu ruszam w trasę! Tym razem chyba inną niż zwykle. Na początek ,,Pasy”, a za tydzień planuję wybrać Bytom albo Dąbrowę Górniczą. Niebawem także podróż zagraniczna. Ale dzisiaj była pora na Ekstraklasę. Czyli najgorszą ligę świata. No dobra. Dość tej autoironii, której w ostatnim czasie brakowało, bo przecież mnie tu nie było. Ale jak wracać to gdzie najlepiej? Na Kałuży numer 1 oczywiście. Dużo projektów, których rzecz jasna nie skończyłem, bo byłem w ciemnej… no, wiadomo gdzie. Mówią dosadnie, ale najzupełniej nie przesadnie – du***. Z nowymi nadziejami (ile ich już było?) zamierzam znów podjąć próbę wyjścia z depresji, na szczęście mam świetnego specjalistę. A może znów się tylko łudzę i za jakiś czas, pomyślę, że mógłbym wziąć to czy tamto, bo przecież nic nie ma sensu. Jeżeli komuś ma to pomóc to muszę pisać wprost, a nóż może ktoś nie będzie miał oporów przed tym i wyciągnie coś z tego, a mnie w końcu zrobi się lżej. Depresja zepchnęła mnie w naprawdę ślepy zaułek, pozbawiała złudzeń, odzierała z marzeń i wreszcie zabrała mi dwie najważniejsze osoby, chciałbym to odzyskać i mam nadzieję, nawet jeśli jest to niemożliwe.

Od nowa

Cracovia jest i będzie mi bardzo bliska i dlatego to ja zostałem głównym redaktorem serwisu wikipasy. Wszystkie mecze, które na bieżąco uzupełniam, sprawdzam, szukam, poprawiam, odwiedzam archiwa i biblioteki, a nawet cmentarze. Wszystko po to, bo widzę w tym radość, radość, której tak bardzo mi brakowało. Radość, którą w ostatnim czasie mogłem sobie jedynie sztucznie stworzyć. Chciałbym jedynie zrozumienia. Prawdę mówiąc ten wpis jest chaotyczny, niestety zebranie dzisiaj wszystkiego w całość jest nie możliwe.

Bardzo mi jest głupio, że nie spotkałem się z panem Andrzejem Mikołajczykiem, który telefonował do mnie już dwukrotnie. Obiecuję, że w niedługim czasie nastąpi moja wizyta, bo z nikim o Cracovii nie można tak porozmawiać. Skarbnica wiedzy, a ja tylko mogę słuchać i podziwiać. Owszem, natura obdarzyła mnie niezwykle dobrą pamięcią, ale przecież mnie wtedy nie było. Dla mnie uśmiechem radości było, że w którymś momencie rozmowy, padły słowa: „Dobry jesteś! Dlatego Ci poświęcam czas. „. Być może niedługo zmontuje całą rozmowę z Andrzejem Mikołajczykiem i zamieszczę w serwisie. Na razie nie mam na to czasu, bo zajmuję sie też innymi rzeczami.

Teraz już z górki.

Z Zagłębiem Sosnowiec Cracovia mierzyła się po raz 23. w oficjalnych rozgrywkach. Tak się składa, że pamiętam jedno spotkanie przed czterema laty z tym rywalem i wtedy Cracovia odpadła z Pucharu Polski. W dzisiejszym meczu frekwencja pokazuję, że można zapełnić stadion, a nie tylko siedzieć przed telewizorem i popijać piwo. A przecież rywal wcale nie jest medialny, bo zajmuje ostatnie miejsce i z całym szacunkiem do rywala, ale to tylko Zagłębie Sosnowiec.

Było całkiem nieźle. Oczywiście mogę narzekać, że momentami bezładna kopanina, że zimno, że tylko 2:1, ale szczerze to mi się nie chcę. Doceniam to co jest, a przecież ma być jeszcze lepiej. Wierzę w to.

Trzeba będzie rzucać monetą, gdzie udać się za tydzień, bo ciężka decyzja. Pora na odbudowę tych zgliszczy :). Pierwszy krok jest.

Moment w którym potrzebna była wideoweryfikacja. Był faul czy nie było? Złośliwych komentarzy przy sprawdzaniu nie brakowało. Karny oczywiście był.

Ekstraklasa: Cracovia – Górnik Zabrze

(103). Let me take you down.

Obiekt: Stadion im. Józefa Piłsudskiego przy ulicy Kałuży 1. (25 wizyta + 2 mecze towarzyskie)
Data: 22 października, godzina 18.00
Mecz: Cracovia – Górnik Zabrze 2-0 (0-0), Ekstraklasa
Widzów: 4 078
Pogoda: 11°, zimno i deszczowo

Jubileuszowa 25 wizyta na tym obiekcie. Nie liczę Treningu Noworocznego oraz jednego meczu towarzyskiego.

Mecz toczony był z naprawdę fajnym i kulturalnym dopingiem. Myślę, że kibice Górnika znajdują się pod tym względem w czołówce. Było zimno, ale specjalnie mnie to nie przeszkadzało. Co najważniejsze znów poczułem radość. Nie wiem skąd. Magia stadionu albo coś jeszcze.

Kibice Cracovii w doping wplatali swoją dezaprobatę wobec zarządu („15 lat rządzicie i tylko wstyd nam przynosicie”) oraz trenera („Probierz! Co? Mistrzostwo”). Poza tym doping naprawdę niezły, gdzie cały stadion śpiewał i bił oklaski. Mecz zamykał kolejkę, a Cracovia tabelę, ale nie jest już czerwoną latarnią. Czyżby rzeczywiście miała odbijać się od dna? Czas pokaże.

! Komentarze mogą przeglądać tylko zalogowani użytkownicy. Ze względu na spam.