Ekstraklasa: Cracovia – Raków Częstochowa

(144). Rzeka Lete.

Obiekt: Stadion Cracovii im. Marszałka Józefa Piłsudskiego (38 wizyta)
Data: 16 listopada, godzina 12.30
Mecz: Cracovia – Raków Częstochowa

Poziom rozgrywek: 1 poziom, PKO Bank Polski Ekstraklasa, sezon 2019/2020
Widzów: 7 238
Pogoda: 6° zimno i momentami podmuchy wiatru
Bilet: 30 PLN

Gdy rozbrzmiał gong Metaliki.

W to mroźne południe na murawę przy ulicy Kałuży wybiegły drużyny, które kilka dni wcześniej na niej biegały w Pucharze Polski. „Pasy” po dwóch dogrywkach i rzutach karnych zwyciężyły w tamtym meczu i będą grać w ćwierćfinale!

W pierwszych minutach, a nawet przez większość pierwszej połowy, nie działo się nic ciekawego. Dopiero w ostatnich minutach z około 45 metrów David Jablonský trafił w spojenie bramki. To chyba tyle ciekawego.

Kibice Rakowa przybyli w licznej grupie do Krakowa. Mieli ze sobą flagę z napisem „Podróżnicy”. Z tego co udało mi się dowiedzieć organizowali przejazd autokarowy w cenie 80 złoty. Przez dłuższą chwilę doping z ich strony był niezły i nawet trochę się zmartwiłem kiedy jednak zaczęły lecieć wulgarne przyśpiewki w stronę kibiców Cracovii. To już niestety norma, że chamstwo na stadionach nie ma granic. Jest to rzecz, której nie rozumiem.

Druga połowa to już świetna gra „Pasów”. Dwie pierwsze bramki padły po strzałach głową. Najpierw kapitan Janusz Gol, potem Kamil Pestka i w doliczonym czasie gry Pelle van Amersfoort. Wrócę jeszcze do kibiców. Przez drugą połowę kibice zaczęli świetnie się bawić i tak powinno to wyglądać. Cały stadion, już nie tylko tzw. „młyn”, ale wszystkie sektory. „Trójka do zera, Cracovia żegna frajera”. To była odpowiedź na lecące wulgaryzmy. Najlepsza jaką można było dać. Spiker podłapał i wykrzyczał, – „Pasy trójeczka”!!! Przez większą część meczu była też piosenka – „My ciągle wierzymy, że mistrza zdobędziemy, jak za najlepszych lat”. Wiara. To słowo, które również gości w moim słowniku, bo będę walczył do ostatniej chwili. A jak przegram to po walce.

Chcę być obiektywny i wydaje mi się, że jestem. Zawsze piszę to co widzę. Widzę też, że moi bliscy woleliby żebym najchętniej zajął się wędkarstwem. Przykro mi, ale nie. Zatem nie czytajcie. Ja wiem, że wy wiecie, że ja wiem. Mam to gdzieś. Natomiast ja cieszę się z tego co robię i nawet dwa dni temu dostałem fajną wiadomość, że całkiem nieźle prowadzę stronę. Ta wiadomość, jak i każda inna dodaje mi takiej otuchy, że warto dalej prowadzić bloga. No tak… Ale byłbym skończonym idiotą gdybym miał zapomnieć osobę, z którą łączyły mnie fajne chwilę. Tego się nie wymazuje. Zresztą mam nadzieję, że to zostanie.

Podsumowując to był udany dzień. Zapewne niektórzy spodziewaliby się fajerwerków. Po raz kolejny rozczarowanie. Ja natomiast chciałbym udać się w następną niedzielę do Kielc i nam taką cichą nadzieję, że tym razem się uda. Chciałbym połączyć troszkę meczu ze zwiedzeniem, choć to słowo nad wyraz przesadzone. Okaże się. Dzisiaj nie chce już dodawać żadnych postscriptum. Dodam pasiaste wspomnienia.

Z pasiastych wspomnień #7

15 maja 1982. Stan wojenny. Ajax Amsterdam zostaje mistrzem Holandii, Juventus mistrzem Włoch, a Paweł Skrzecz wicemistrzem świata w boksie po porażce z Kubańczykiem Romero w Monachium. Brązowy medal zdobywa także jego brat – Grzegorz. W Krakowie, Cracovia mierzyła się z Rakowem Częstochowa. „Pasy” były liderem II ligi wyprzedzając Hutnika. Mecz rozpoczął się od minuty ciszy. Pożegnano w ten sposób wieloletniego działacza Tomasza Krupińskiego. Hutnik wygrał w Bytomiu, ale Cracovia miała 4. punkty przewagi i ją zachowała, wygrywając właśnie z Rakowem. „Niestety styl, w jakim podopieczni trenera Henryka Stroniarza uzyskali to zwycięstwo nie mógł wzbu­dzić zachwytu, ba, zadowolenia nawet. Nie wiem co legło u podstaw takiej właśnie gry, jak w sobotnie popołudnie, czy zbytnia pewność siebie czy też zdenerwowanie lub może wyczerpanie ciężkim sezonem, w każdym razie zawodnicy gospodarzy wypadli kiepsko. Brakowało im zdecydowania w przeprowadza­niu akcji, byli wolni w prowadzeniu piłki, grali „na stojąco”, zbyt mało zmieniając pozycje, wychodząc na wolne pole. Mnożyły się też błę­dy w obronie i tak na dobrą spra­wę mieli krakowianie sporo szczę­ścia, iż rywale nie strzelili im bramki.

Kilka tysięcy widzów śledzących spotkanie, mogło być zwiedzonych poziomem krakowskiej drużyny, bo zapewne większość widziała ją już w Ekstraklasie (wtedy jeszcze 1 liga), co z resztą, później stało się faktem. W 30 minucie do siatki Rakowa trafił Konieczny i wydawało się, że to Cracovia będzie ten mecz kontrolować.  Jednak to Raków wykazywał większe „serce do gry”. Wyróżniono Koczwarę, Tureckiego, Błachnę i Nazimka. U gości, którzy walczyli do końca, duet Bogucki – Hensel. Zganiono natomiast za fatalną grę, Gacka, którego w 75. minucie zmienił Piskorz. Rozbieżności ile widzów oglądało mecz są duże. Dziennik Polski podał, że aż 15 tysięcy, a Echo Krakowa, że 8. Trzeba powołać się tutaj na krakowskie Tempo, które również podało 15 tysięcy.

Źródła:

Echo Krakowa, nr. 46 z 17 maja 1982
Dziennik Polski, nr. 71 z 17 maja 1982

Dotychczas napisałem następujące felietony:

1. 12.05.1957 /Piast Gliwice – Cracovia
2. 27.07.1958 /Cracovia – Legia Warszawa

3. 28.08.1963 /Cracovia – Lechia Gdańsk
4. 10.05.1970 /Pogoń Szczecin – Cracovia
5. 24.08.1980 /Jagiellonia Białystok – Cracovia
6. 16.10.1982 /Cracovia – Górnik Zabrze
7. 15.05.1982 /Cracovia – Raków Częstochowa

Oczywiście planuje pisanie następnych przy okazji meczów Cracovii.

4 komentarze do “Ekstraklasa: Cracovia – Raków Częstochowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s