Ekstraklasa: Cracovia – ŁKS Łódź

(125). O marzeniach, które warto mieć.

Obiekt: Stadion przy ul. Józefa Kałuży (30 wizyta)
Data: 27 lipca, godzina 17.30
Mecz: Cracovia – ŁKS Łódź

Poziom rozgrywek: Ekstraklasa
Widzów: 8 043
Pogoda: 20°
Bilety: 30 PLN (sektor G)

Jest sobota. Znów wróciła radość, chociaż drużyna odpadła z pucharów, a z Lubina przywiozła tylko punkt. Chyba też trochę z innego powodu. Spytałem moją przyjaciółkę Penny o zdanie, co sądzi o moim blogu? I byłem zaskoczony odpowiedzią. Chciałbym ją wam zaprezentować, ale nie mogę (Może się zgodzi). Mogę być za to trochę zadowolony. Nie dumny, bo nie chcę żeby mnie zjadła pieprzona pycha itp.

Sen o Penny Lane

Penny Lane jest ciągle w moich uszach i przed oczyma. Pojawiła się kiedy było ze mną kiepsko, jest kiedy nie najlepiej. Chcę złapać za rękę Penny Lane i nie chce już puszczać, bo tylko wtedy czuję się szczęśliwy. Gdy budzę się, nawet nie wiem, że jest obok i obiecała, że będzie na zawsze.

***

Mecz był słabym widowiskiem. Zwłaszcza druga jej część nadaję się do wrzucenia w kosz. Nie ma co pisać o pozytywach skoro nie było ich widać. Owszem. Były zrywy dobrej gry, gdzie zabrakło szczęścia (słupek) przy 0:0, ale potem gol dla łodzian. Szczęście sprzyja lepszym. Wynik końcowy 1:2. Podczas większej części meczu momentami rozmawiałem z Penny, moją przyjaciółką, która pewnie nie chciała by rozmawiać o borderline. W euforii, która zalewa mnie na stadionie Cracovii gadaliśmy o tym, że musi koniecznie przyjechać do Krakowa, a wizytę zacząć od stadionu im. Józefa Piłsudskiego. Humor popsuł się gdy Pasy straciły wspomnianą bramkę. ŁKS był lepszy i zasranawiam się co dalej? Bo po takim meczu, takim stylu – ma się dość.  Jeszcze gorsza sytuacja spotkała nas na bramkach. Kiedy każdego kibica legitymowali z karty kibica i dowodu osobistego. Wraz ze starszym panem, byliśmy zdziwieni, bo ja odkąd chodzę tutaj na mecze nigdy nie musiałem pokazywać dowodu. Mój rozmówca, dobrze po 60, też nie pamięta takich czasów. Myślałem też, że przyczepią się do zawartości plecaka, ale nie gość nie był celnikiem. Miałem tabletki klonopinu, syrop z kodeiną, Pregabalin, parasol, zeszyt do robienia notatek, słuchawki na uszne, wodę (na stadionie w Katowicach nie pozwolili mi wnieść wody z nakrętką!), i aparat. I masę drobnych przedmiotów. Od zapalniczki po pendrive.

*

Od strony kibicowskiej mecz wyglądał fantastycstycznie! Oczywiście byłoby super gdyby wszystko było super i tak jak mówiła Penny, że to jak potrafię wyrażać swe uczucia i przelewać na papier, ale wystarczy. Mecz przyjaźni z braćmi z Łodzi, którzy zjawili się dwoma autokarami, z flagą: „Jedna strona miasta. Uliczni wojownicy”. Szczelnie wypełnili sektor i doping rozpoczęli od… pozdrowienia bankruta z drugiej strony błoń. Czyli, „Wisła to…”. Dalej było już przyjaźnie ŁKS-acy zaśpiewali nawet, że w „Cracovię rządzi Cracovia”. Nie było sektorówek. Szkoda, ale za piękno trzeba płacić. To są koszty. Oczywiście tradycyjnie pozdrowiony został najgorszy i najbardziej znienawidzony sędzia w Krakowie (dziwię się, że ktoś taki sędziuje mecze Ekstraklasy) Szymon Marciniak. Gdybym miał cytować, zabrakło by *, albo byłoby tak, że zabrakło by sensu z ich nadmiaru.

*

Po meczu pora wracać. Autobus 192 Czyżyny Dworzec spóźnia się tradycyjnie po meczu trzy minuty. Przyjeżdża 19.33. Już w autobusie dopada mnie uczucie pustki, mimo, że wraz z pięcioma kibicami dyskutujemy nad nieudaną taktyką na ten mecz, braku stylu, ale przede wszystkim na luzie. Nie wiem skąd się on nagle u mnie wziął. Autobus z każdym kolejnym przystankiem pustoszeje, zostaję już tylko garstka ludzi. Znak, że wszystko wygasa, a za chwilę niebo będzie spowijało czarne mleko. Ale to jeszcze. Póki co myśli goniące w niewiadomo którą stronę, dokąd, po co i czy w ogóle warto by goniły. Gdy zajrzałem na Twittera to nie wiedziałem i dalej nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać, a może mieć na to… do obserwatorów dodał mnie burmistrz miasta Proszowice Grzegorz Cichy. Super. Tylko czy sobie zasłużyłem? Być może nie doceniam swojej walki i wojny na całego, że tak dużo ludzi stoi za mną.

*

W domu piszemy tym razem z Penny. Penny to moja przyjaciółka, której imiona i nazwiska nie zdradzę. Kiedy zaczynaliśmy naszą relację od razu skojarzyła mi się z Penny Lane z Beatlesów, a że lubi słuchać The Beatles. Zostało. Penny Lane w moim słowniku oznacza rzeczywiście coś innego. Coś pięknego. Coś nadzwyczaj nieosiągalnego. Coś co mógłbym nazwać Nirvaną. Nie ma co wnikać. Penny, moja przyjaciółka to artystka i dla mnie będzie zawsze. To jakie obrazki rysuję zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Powiedzieć, że są piękne to byłoby głupio, ale nie potrafię znaleźć szybko innego przymiotnika. Cudowne. Mieć taką przyjaźń znaczy dla mnie sporo, bo wreszcie jest ktoś kto choć trochę rozumie na czym polega mój problem. To tyle, mam nadzieję, że Penny się nie obrazi. Chciałbym wstawić to co powiedziała o moim blogu, ale Messenger nie ma opcji importu. To tyle.

*

Następny mecz przy ulicy J. Kałuży w sierpniu przeciwko Koronie Kielce. Mój cel na ten sen to nie opuścić żadnego domowego meczu Pasów i pojechać przynajmniej na 2-3 wyjazdy. Cel nie osiągalny. Oczywiście będę też odkrywał inne miejsca, bo taka jest moja idea.

Pora na wyjazd do Bełchatowa. Ja najpewniej zawitam juz na niskich ligach. Wioska – Polanowice.

Plakat meczowy. Tym razem upolowałem w drodze na cmentarz Rakowicki – przy ulicy Aleksandra Lubomirskiego.

Biało-czerwono z obu stron. I co najważniejsze – bezpiecznie, kulturalnie i spokojnie.
Information:
Google maps stadium: Stadium
Official website Cracovia: Cracovia
Official fanpage Cracovia: Cracovia
Fan Site: Fan site Cracovia
Results: 90minut.pl