Liga okręgowa: LKS Węgrzcanka Węgrzce Wielkie – Wolni Kłaj

(79). Węgrzce Wielkie

Na wstępie chciałabym powiedzieć, że strasznie bałam się pojechać, a co dopiero napisać. Mistrz jest tylko jeden w tym co robi, ale chociaż przynajmniej było super.

Zagościłam w Węgrzcach Wielkich razem z głównym pomysłodawcą wycieczki i twórcą tego projektu Adrianem. W przyszłości jak mówił Adrian ma być więcej kierunków górskich (Limanowa, Gorlice, Kasinka i Zakopane). Kasinka to nie wiem która, bo jest mała i duża. No dobra, ale skupmy się na Węgrzcach Wielkich, prawdopodobnie mojej jedynej wycieczce z Adrianem, z racji mojego marudnego usposobienia.

Gdzie one leżą to pewnie mało kto wie, więc nie będę tutaj się popisywała moją wiedzą geograficzną, bo to nie jest moja mocna strona. W każdym razie gdzieś w kierunku Tarnowa. Na miejsce docieramy o 15, więc godzina do meczu. Może trochę mniej.

– Adrian, idziemy coś zjeść? Nic dzisiaj nie jadłam…

– Wiesz… Zasadniczo mi się nie chcę jeść. Do picia bym sobie coś może wziął i tyle. Zresztą na stadionie pewnie coś będzie.

Więc wchodzimy na piękny obiekt w Węgrzcach Wielkich.
– Adrian. Będziesz moim przedstawicielem, rzucam krótko, tak aby się nie wykręcił!
– W skrócie będziesz wszystko ogarniał, bo ja po pierwsze się boję, a po drugie nie znam się.

I tak stałam jak ten kołek i oglądałam ładne widoki wsi. Dech mi zapierały te widoki, to było jak Wenus i Mars. Dwie planety, ciała dwa. Czy jakoś tak to szło. Możecie się śmiać, ale dla kogoś co całe życie w mieście mieszka to inna bajka. Tymczasem biedny Adrianek walczył z komunistyczną kolejką pod stadionem w celu zdobycia biletów. W końcu przyszedł z dwoma biletami w ręku.

Jeszcze się coś tam czepiali, że jak koleżanka chce ulgowy to musi sama podejść (nie wiem co powiedział, że nie musiałam, pewnie, że mam zaawansowane stadium depresji). Pokazuje więc kasjerowi, że koleżanka to ta w sukience. Temat ucięty. I w dodatku jeszcze bilet dostałam gratis.

Ładny. Kolorowy. W cenie 7 zł. Jak na załączonym obrazku. W Ekstraklasie by się nie powstydzili.

Węgrzcanka to drużyna która zajmuje pierwsze miejsce w tabeli ligi okręgowej. Jak wyczytałam w klubie grał m.in. były reprezentant Polski Kazimierz Kmiecik. Klub został założony w 1925 roku i z tego wychodzi, że na naszych oczach rodzi się największy sukces klubu czyli awans do IV ligi.

Synchronizacja zegarka (autentycznie) i zaczęli granie o 16.05. Piękna pogoda, ja rozglądam się na prawo i lewo po trybunach żeby upewnić się czy nikt się na mnie nie gapi. O dziwo nikt, więc skupiłam się na piłce nożnej i wyjechałam z głupim pytaniem. Idiotycznym.

– W których strojach grają nasi piłkarze?
– … Nasi? Tu nie ma naszych. Chyba, że mieszkasz w Węgrzcach albo Kłaju, ale z tego co wiem to w Krakowie.

Po paru minutach (około 20) okazało się, że zorientowaliśmy się kto gra w jakich strojach. Sam mecz miał stać na wysokim poziomie, ale momentami robiło się sennie. Wynik do przerwy utrzymał się do końca meczu. Licznie zgromadzeni kibice się cieszyli z tego wyniku, czasem nawet wspomagali swoich zawodników dopingiem (napoje alkoholowe).

– Widzę jak Adrian coś notuje w zeszycie. Między czasie pytam czy ogląda w ogóle mecze w telewizji i odpowiedź brzmiała, że – praktycznie w ogóle nie oglądam telewizji. Przyznam szczerze, że byłam zdziwiona trochę taką odpowiedzią.

Teraz uwaga. Drogi czytelniku, opuść poniższy tekst zatytułowany: Autoterapia, bo może on wywołać u kogoś spadek nastroju.

Autoterapia

W końcu się otworzyłam, bo poczułam, że  ktoś nagle mnie rozumie. Mnie. Osobę, która ma za sobą kilkanaście pobytów w szpitalach, osobę zamkniętą w sobie, która ma już kilkanaście nie udanych terapii, wiadra zjedzonych leków i morza wylanych łez. I jedną próbę zejścia z tego świata. Zaczynam więc opowiadać o sobie i nagle Adrian odcina się od meczu, jakby przed jego oczami natychmiast spadła kurtyna. Oddzielając mecz ode mnie. Spokojnie i z politowaniem odwraca się w moją stronę i patrzy mi prosto w już załzawione oczy, bo już zdążyłam uronić parę łez w kąciku oka. Adrian tylko powiedział spokojnym głosem, kładąc swoją rękę na mojej, że jeśli to dla Ciebie za trudne to nie musisz… Dam radę. Odpowiedziałam z bardzo skrytym uśmiechem.

Wiesz, zaczęło się to wszystko z osiem lat temu. Szkoła średnia zaczęła mi przysparzać problemów. Szło dobrze, ale wtedy już zrozumiałam, że nie chce tego co ona ma do zaoferowania. Że do niczego mnie to nie przygotuje, że jedyną lekcję mogę dostać od życia (i dostałam). Na domiar złego zaczęłam chorować, bardzo. Któregoś dnia po prostu w szkole prawie zemdlałam. Na przerwie w toalecie odkręciłam zimno wodę i cały czas się  polewałam, a kiedy to nie pomogło stanęłam na grzejniku i otworzyłam okno w wucecie. Dodam, że była sroga zima. Miłość? W tamtych czasach to ja to miałam gdzieś, ona dopiero później mnie zniszczyła jeszcze bardziej i skłoniła do bardzo głupich decyzji. Facet w którym tak się zakochałam, coś było z nim nie tak. Okej, zaprosił mnie do kina, na jakiś film o gangsterach. Gest się liczy. Czułam, że byłam szczęśliwa. Pewnie już wtedy na prochach, ale jednak. Fajnie razem nam się gadało, czasem nie wiedziałam co do niego napisać, a czasem było to stresujące. Ale się odważyłam któregoś dnia wyznać mu co czuję, do dzisiaj tego nie żałuję! I wszystkim mimo wszystko polecam. Jednak w okolicach Sylwestra powiedział, że sorry, ale nic z tego nie będzie. Udawałam, że się tym nie przejęłam. Jednak prawda była taka, że łagodna do tej pory depresja, którą zresztą cały czas leczyłam zmieniła się w nie niewyobrażalną do opisania depresję. Widziałam na szaro i przez moment zaczęłam przypuszczać, że tracę wzrok.

…[Film się urywa] Jest cicho, ciemno i zastanawiam się gdzie jestem? A raczej czy już mnie nie ma. Nie! Ja żyje, ale jak to… nawet jednej rzeczy nie potrafię zrobić porządnie. Czułam się przegrańcem, która nawet nie potrafi… Tutaj kończę moją opowieść, może kiedyś skończę.

Patrzę chwilę na Adriana, cała zawstydzona po tym co opowiedziałam. Patrzę i widzę jak robi się cały blady, ale nagle ni stąd ni zowąd się uśmiecha. Słowo daję, że jego uśmiech warty jest wszystkiego. Jest tak piękny i cudowny, że mogłabym gapić się bez końca. Nigdy nie widziałam też takich głębokich oczu. Te źrenice, ten błysk w oczach… A w dodatku nie ocenił mnie nawet jeden raz. Moja rodzina robiła to bardzo chytrze, wiedzieli, że coś się dzieje, ale wsparcia nie dawali. Koleżanki? Odwróciły się. Miały to gdzieś. Rzucały teksty w stylu: Idź się lecz, albo przestań się nad sobą użalać. Możecie mi wierzyć, że to najgorsze gdy ktoś tak mówi. To boli, a ból zaraz przekształca się w lęk. Nawet nie wyobrażałam sobie, że lęk oprócz psychiki może przeszywać ciało. Czułam się, że wszystko rozpada się na milion kawałków, chciałam płakać i wyć. Nie dałam rady. Jedynie chciało mi się wymiotować. Niestety w tej chorobie jest to bardzo częste, a jak nie bardzo to częste.

Podsumujmy

Jeśli przebrnęliście przez powyższe to teraz już z górki. Bardzo mi się podobało. Nie chodzi przecież o mecz. Teraz już to rozumiem. Choć nie potrafię tego opisać. Za to potrafię podziękować Adrianowi, bo to naprawdę super człowiek, który jest bardzo empatyczny. Spytałam go jeszcze o tą słynną liczbę 100, ale szybko uciął temat. Tak szybko jak spytałam o najbliższe plany. Chwila milczenia i znów zmiana tematu. Mam nadziej, że Adrian znajdzie w końcu swoje szczęście obok swoich pasji. Tego mu życzę! Cieszę się, że mogłam napisać tutaj. W ostatniej chwili zdążyliśmy na pociąg powrotny do Krakowa. Kiedy już zaczęli gwizdać w ostatniej chwili otworzyły się drzwi. A już myślałam, że będą zablokowane. Stacja Węgrzce Wielkie należy do niebezpiecznych, przejeżdżające pociągi są tak blisko Ciebie, że wystarczyło by stracić równowagę i wolę nie myśleć. Wszystko jednak w tym dniu się układało.

A teraz uciekam już do siebie. A wulkan energii dalej jedzie w trasę!

Pisała Kasia

Węgrzcanka Węgrzce Wielkie 1-0 (1-0) Wolni Kłaj

14.04.2018 (sobota), godzina 16.00
17 kolejka, V liga (grupa: III)
Widzów:
~
300
Bilet:
7 PLN

Foto:

W białych koszulkach piłkarze Węgrzcanki. Rywal z Kłaja w seledynowych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s