Ekstraklasa: Cracovia – Arka Gdynia

(74). Słowo się rzekło. Rozpoczynam sezon No more tears.

Na początek Cracovia czyli gdzie najlepiej zacząć jak nie tu.

Nabyłem ostatnio karnet w cenie 149 zł na sektor rodzinny. Nie wiem czy pójdę na dwa czy trzy mecze. To nie ma znaczenia. Muszę wam powiedzieć, że jest takie miejsce gdzie czuję się świetnie. To jest właśnie obiekt przy Kałuży. Mogę usiąść i spokojnie sobie myśleć co dalej zrobić z popapranym życiem. Tutaj się wyłączam, wyłączam smartfony, nie przeglądam internetu, nie odbieram telefonu. Są jednak pewne wyjątki i ta osoba pewnie o tym wie, że zawsze tak będzie, że odebrałbym nawet gdyby Cracovia grała w finale Ligi Mistrzów. Dlatego Nina, zawsze tak będzie.

Tymczasem już postanowiłem, cały marzec mam rozplanowany. Po prostu lubię mieć z góry wszystko ustalone, gdy tego nie ma zaczynam wariować. Lubię mieć plany i lubię marzyć. Przypomnijcie sobie Braci Karamazow (naprawdę przeczytajcie, bo to arcydzieło – ever), tam jest taki rozdział, który mówi, że jak człowiek ma dużo wolności to zupełnie nie wie jak sobie z tym poradzić. Ja na szczęście czuję się szczęśliwy z tym co robię. Kręci mnie to coraz bardziej i mam dalej plany. Ponadto gdyby mi w życiu nie wyszło to zawsze zostaje to co robię. Powiem wam coś jeszcze. Coś co mnie unieszczęśliwiało. To była szkoła, zawsze odkąd pamiętam się przeciw temu buntowałem. Dzisiaj jestem z tego dumny, po prostu. To coś co zabija wolność, gdybym mógł cofnąć czas to na pewno bym postąpił inaczej. Chociaż muszę powiedzieć, że nie wszystko było tam złe, ja nigdy nie zapomnę prestiżowego Rajdu Ojcowska Złota Jesień. Ucieszyłem się ogromnie gdy obdarzyli mnie zaufaniem, tłumaczyli, że nikt tak dobrze nie znam map i potrafiłby czytać je z zamkniętymi oczami. Ale jeszcze bardziej ucieszyłem się kiedy to ja wymyśliłem nazwę – Koniczyny. Wszyscy bez wahania się zgodzili. Ta nazwa była zaczerpnięta jak, że inaczej Panathinaikosu Ateny. Był rok 2003. Okradli nas ze zwycięstwa. Wszyscy czuliśmy się jak ostatni idioci. 3 miejsce. Nie odebraliśmy tych nagród. Rok później wziąłem udział w turnieju piłkarskim Tymbark Cup. Dzisiaj oczy przecieram jak popularny jest to turniej gdzie motto brzmi: Z podwórka na stadion. Jeden mecz zagrany, bo oczywiście konkurencja nas zmiażdżyła. Zawsze mi mówili: Adrian masz talent. Ale nigdy nie chciałem grać na poważnie. Byłem najmłodszy kiedy kopaliśmy piłkę, ale nikt mi nie ustępował ani dawał mi forów. Tak było, myślę, że sporo z tego wyniosłem.

А потом Беларусь. Товарищи!

Niedługo (już w przyszłym tygodniu) zabieram się za wyrobienie paszportu wreszcie, bo gdzieś na przełomie kwietnia i maja mam zamiar pojechać na tą Białoruś.

Dzisiaj miałem farta, bo zadzwoniłem do brata czy aby przypadkiem nie podrzuciłby  mnie. – Czemu nie, jasne! No i wywiązała się dyskusja jak to z nim.

– Wiesz, jadę na Białoruś. Mówię.

– Na Białoruś? Komuna na maksa, ale ty oczywiście musisz tam jechać. Co ciebie tam ciągnie? Na Białoruś? Zwariowałeś? Chłopie, tam nic nie ma.

– Za dużo się nasłuchałeś. Jest Dinamo Brześć… Czuję, że i tak nic do niego nie trafi.

– Dinamo! Tylko dla Dinama tam jedziesz? Między czasie zmienia falę radiową.

– Tak. Choćby dla tego faktu.

– Nie jedź tam. Będziesz żałował. Na ulicach milicja, korupcja, strach robić zdjęcia bo mogą ci skonfiskować aparat, wszędzie pomniki Lenina… Kiedyś w krakowskiej Nowej Hucie stał pomnik Lenina to wiesz co zrobili?

– Tak. Słyszałem, chociaż nie żyłem w tamtych czasach.

– To co słyszałeś?

– Postawili koło pomnika rower, stare buty i napisali: Masz tu rower, stare buty – uciekaj*… z Nowej Huty. * Uciekaj to łagodne słowo, tam było napisane coś bardziej innego, i równie się rymującego.

– Właśnie. Sam widzisz jak było ludziom źle, a oni na Białorusi muszą to przechodzić. Dzień po dniu, godzina po godzinie.

– Ale Dynamo Brześć…

– Dynamo, Dynamo. To ty nie możesz jechać na jakiś Real Madryt? Zresztą i tak zrobisz po swojemu. Gdzie diabeł nie może…

– Tam Adriana pośle. Kończę triumfalnie. A może będę miał jeszcze jednego farta i zobaczę przy pomniku Lenina rower i stare buty. Nieee to już by było za dużo szczęścia, ale obiecuję, że sfotografuje pomnik Lenina, jak tylko mi nie odbiorą aparatu.

Ja muszę wam coś jeszcze powiedzieć. Otóż napisałem po rosyjsku przy rezerwacji Hotelu, a jakże inaczej – Lenina. Czy będą mnie w stanie zawieść na stadion Dynama i odwieźć na dworzec. I? Jakaż miał niespodzianka! Tłumacząc:

Z przyjemnością informujemy, że obsługa obiektu spełni Pana życzenia. Nie zostanie za to naliczona dodatkowa opłata.

To motywuje mnie jeszcze bardziej, jak widzicie ludzie potrafią być mili.

I ta historia będzie mieć ciąg dalszy. Przewidziałem ten wyjazd na kwiecień-maj. Załatwianie formalności, biurokracja. Boję się. Ale to właśnie jest piękne, że czuję wolność, że nie muszę myśleć problemach, że nie muszę żyć jak 90% ludzi. Ale ja jestem inny, jak mi ktoś powiedział – Crazy Diamond. Może być, nie obrażam się o to.

Dzisiaj było trochę moich dygresji, ale jestem podekscytowany, że jest tak jak jest, że ten sezon w końcu ruszył, że zdrowie dopisuje, że z jedną osobą się dogadujemy.

Końcówka była niesamowita!

A mecz? To był dzisiaj mecz przyjaźni. Ci co mieli odwrócić się od Cracovii już to zrobili, ja nie, ja nigdy nie zapomnę gdzie się urodziłem. Na Cracovię zawsze chodziła elita miasta, lekarze, prawnicy, profesorowie. Więc czy ja miałem wybór? Pewnie tak, zawsze mogłem kibicować ubeckiemu i policyjnemu klubowi jakim jest Wisła. Zresztą to skomplikowane, bo ja brzydzę się chamstwa i chuligaństwa. Dzisiaj mną z zimna telepało niesamowicie, uratowała mnie za to maska neoprenowa, dzięki czemu nie musiałem wdychać arktycznego powietrza. Ale cóż to była za końcówka? Była 89  Na ogół jestem spokojny, ale po golu aż  podskoczyłem z radości. To znaczy nie zrozumcie mnie źle, bo zawsze się cieszę z goli, ale w ostatnim czasie miałem mniej powodów do radości. Jeśli kiedyś wybierzecie się ze mną na mecz tutaj przy Kałuży to może zrozumiecie o co mi chodzi. W takich chwilach jestem dumny, że urodziłem się tutaj w Krakowie.

Dostałem jeszcze jedno zaproszenie od @cfetra do Raciborza. Odwiedzę Racibórz, kiedyś na pewno!

Widzicie, trasa No more tears się rozpoczęła :D.

 

Cracovia 2-1 Arka Gdynia

04.03.2018 (niedziela), godzina 15.30
26 kolejka, Lotto Ekstraklasa
Widzów:

Bilet:
Karnet (I sektor)

Foto:

Wciąż zimowa sceneria przy Kałuży. Kolejek po bilety brak.

W tle jest słynny hotel Forum. Zastanawialiśmy się kiedyś czy z jego okien można by zobaczyć mecz? Stoi od lat pusty i straszy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s