A klasa: Wieliczanka Wieliczka – Piłkarz Podłęże

(106). Blog śmiechu i zapomnienia

Obiekt: Stadion w Wieliczce przy ulicy Karola Demczuka
Data: 23 marc
a, godzina 15.30
Mecz: Wieliczanka Wieliczka – Piłkarz Podłęże

Poziom rozgrywek: 7 poziom (A klasa Wieliczka)
Widzów: ~ 200
Pogoda: 24°, słonecznie i bezwietrznie

W dniu dzisiejszym wybrałem się do Wieliczki, choć początkowo miałem jechać do Świętochłowic. Lubię kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, czyli w moim przypadku ostatnio rzadko. Początkowo tytuł miał nazywać się Never Say Die, ale uznałem, że byłoby to zbyt ironiczne, aż za bardzo jak na tą chwilę. Na Śląsk jednak zawitam, bo spotkał mnie pozytywny odzew z tych stron. W ogóle spotkał mnie bardzo pozytywny odzew innych osób. Napisała do mnie nawet jedna osoba, która długo się nie odzywała, ale ucieszyłem się bardzo! To zawsze jest miłe. Ja dzisiaj nie chce pisać za bardzo co u mnie itp.

W Wieliczce byłem dwa kwadranse przed rozpoczęciem zawodów, a te rozpoczęły się o godzinie 15.36. Już na wstępie przywitała mnie w Wieliczce wspaniała i słoneczna pogoda. Potem głośniejsza muzyka w miarę zbliżania się do obiektu Wieliczanki. Trzeba tutaj zaznaczyć, że stadion w Wieliczce był przez dwa lata wyłączony z użyteczności przez remont i piłkarze oraz kibice nie mieli możliwości oglądania w akcji piłkarzy.

Na wejściu dwóch kasjerów sprzedawało bilety w cenie 5 zł. Ładne i kolorowe, jak na ten poziom są naprawdę niezłe. Oprócz biletów sprzedawano także szaliki klubowe, kubki i inne gadżety. Niestety nie mieli tam odznak, na czym najbardziej mi zależy, gdyż z każdego wyjazdu takowe zbieram. Był też grill i napoje (alkoholowe we własnym zakresie). Nie odnotowałem jakichś przejawów chamstwa i agresji, a frekwencja była naprawdę wysoka. Prawdę mówiąc nie wiem ile wyniosła, ale trybuny jak i okolice były zapełnione.

Mnie osobiście poziom tego meczu trochę rozczarował, ale może przez to ostre słońce, które nie pozwalało śledzić tego meczu w komfortowych warunkach, a oprócz tego siatka ogrodzenia wchodziła w kadr i zdjęcia są jakie są. Pierwsza bramka padła w 20 minucie z rzutu wolnego, a potem 4. minuty później Podłęże strzeliło – tyle, że do własnej bramki. Wynik do przerwy 2:0 dla gospodarzy. Po przerwie wynik powinien być wyższy, ale już się nie zmienił. Obie drużyny walczą o utrzymanie w klasie A i wydaję się, że bliżej tego są gospodarze, choć droga do tego celu daleka.

Za tydzień udam się najprawdopodobniej do Raciborowic bądź Baranówki. Ze wskazaniem na tą pierwszą opcję.

Jest plakat. Znaczy, że dobrze trafiłem.

Budynek klubowy TS Wieliczanka Wieliczka. Klub założony w 1927 roku, a jego największy sukces to III liga.

O, ciekawe jaka to rasa? Ja tam się nie znam.

Opublikowano groundhopping | Otagowano , , , , , , | 4 Komentarze

Ekstraklasa: Cracovia – Zagłębie Sosnowiec (2)

(105). Miracles in hell?!

Obiekt: Stadion im. Józefa Piłsudskiego przy ulicy Kałuży 1. (26 wizyta + 2 mecze towarzyskie)
Data: 9 marc
a, godzina 15.30
Mecz: Cracovia – Zagłębie Sosnowiec 2-1 (1-0), Ekstraklasa
Widzów: 10 755
Pogoda: 8°, momentami silny wiatr i cały czas pochmurno

132 dni. Tyle trwała moja przerwa.

Cześć. To znowu piszę ja i znowu ruszam w trasę! Tym razem chyba inną niż zwykle. Na początek ,,Pasy”, a za tydzień planuję wybrać Bytom albo Dąbrowę Górniczą. Niebawem także podróż zagraniczna. Ale dzisiaj była pora na Ekstraklasę. Czyli najgorszą ligę świata. No dobra. Dość tej autoironii, której w ostatnim czasie brakowało, bo przecież mnie tu nie było. Ale jak wracać to gdzie najlepiej? Na Kałuży numer 1 oczywiście. Dużo projektów, których rzecz jasna nie skończyłem, bo byłem w ciemnej… no, wiadomo gdzie. Mówią dosadnie, ale najzupełniej nie przesadnie – du***. Z nowymi nadziejami (ile ich już było?) zamierzam znów podjąć próbę wyjścia z depresji, na szczęście mam świetnego specjalistę. A może znów się tylko łudzę i za jakiś czas, pomyślę, że mógłbym wziąć to czy tamto, bo przecież nic nie ma sensu. Jeżeli komuś ma to pomóc to muszę pisać wprost, a nóż może ktoś nie będzie miał oporów przed tym i wyciągnie coś z tego, a mnie w końcu zrobi się lżej. Depresja zepchnęła mnie w naprawdę ślepy zaułek, pozbawiała złudzeń, odzierała z marzeń i wreszcie zabrała mi dwie najważniejsze osoby, chciałbym to odzyskać i mam nadzieję, nawet jeśli jest to niemożliwe.

Od nowa

Cracovia jest i będzie mi bardzo bliska i dlatego to ja zostałem głównym redaktorem serwisu wikipasy. Wszystkie mecze, które na bieżąco uzupełniam, sprawdzam, szukam, poprawiam, odwiedzam archiwa i biblioteki, a nawet cmentarze. Wszystko po to, bo widzę w tym radość, radość, której tak bardzo mi brakowało. Radość, którą w ostatnim czasie mogłem sobie jedynie sztucznie stworzyć. Chciałbym jedynie zrozumienia. Prawdę mówiąc ten wpis jest chaotyczny, niestety zebranie dzisiaj wszystkiego w całość jest nie możliwe.

Bardzo mi jest głupio, że nie spotkałem się z panem Andrzejem Mikołajczykiem, który telefonował do mnie już dwukrotnie. Obiecuję, że w niedługim czasie nastąpi moja wizyta, bo z nikim o Cracovii nie można tak porozmawiać. Skarbnica wiedzy, a ja tylko mogę słuchać i podziwiać. Owszem, natura obdarzyła mnie niezwykle dobrą pamięcią, ale przecież mnie wtedy nie było. Dla mnie uśmiechem radości było, że w którymś momencie rozmowy, padły słowa: „Dobry jesteś! Dlatego Ci poświęcam czas. „. Być może niedługo zmontuje całą rozmowę z Andrzejem Mikołajczykiem i zamieszczę w serwisie. Na razie nie mam na to czasu, bo zajmuję sie też innymi rzeczami.

Teraz już z górki.

Z Zagłębiem Sosnowiec Cracovia mierzyła się po raz 23. w oficjalnych rozgrywkach. Tak się składa, że pamiętam jedno spotkanie przed czterema laty z tym rywalem i wtedy Cracovia odpadła z Pucharu Polski. W dzisiejszym meczu frekwencja pokazuję, że można zapełnić stadion, a nie tylko siedzieć przed telewizorem i popijać piwo. A przecież rywal wcale nie jest medialny, bo zajmuje ostatnie miejsce i z całym szacunkiem do rywala, ale to tylko Zagłębie Sosnowiec.

Było całkiem nieźle. Oczywiście mogę narzekać, że momentami bezładna kopanina, że zimno, że tylko 2:1, ale szczerze to mi się nie chcę. Doceniam to co jest, a przecież ma być jeszcze lepiej. Wierzę w to.

Trzeba będzie rzucać monetą, gdzie udać się za tydzień, bo ciężka decyzja. Pora na odbudowę tych zgliszczy :). Pierwszy krok jest.

Moment w którym potrzebna była wideoweryfikacja. Był faul czy nie było? Złośliwych komentarzy przy sprawdzaniu nie brakowało. Karny oczywiście był.

Opublikowano Cracovia | Otagowano , , , , , | 14 Komentarzy

A klasa: Krakus Swoszowice – Zwierzyniecki KS Kraków

(104). I więcej nic. Więcej, więcej, nic.

Obiekt: Stadion przy ulicy Kazimierza Moszyńskiego 9.
Data: 28 października, godzina 14.00
Mecz: Krakus Swoszowice – Zwierzyniecki KS Kraków 2-2 (1-1)
Widzów: ~ 15
Pogoda: 8°, zimno, bez deszczu i wiatru. Lekka mżawka

Dzisiaj odwiedziłem Swoszowice, które słyną z bardzo dobrego sanatorium z kąpielami w czymś tam (borowina może), ja natomiast czułem zapach siarki. Co raz bardziej ponuro, szaro, zimno. Mrok zapada, niebo staje się czarne, a ja myślę. Dlaczego tak mnóstwo kłamstw? Może małych kłamstw. Tak, nazwijmy je tak właśnie.

Jest plakat, jest mecz! Jak widać, cena biletu to 5 PLN.

Klub został założony w 1948. Na przestrzeni ostatnich 20 lat, Krakus w sezonie 2009/10 grał najwyżej w Lidze Okręgowej. Znana na całą Polskę jest sekcja kolarska, której wychowankiem jest Rafał Majka.

Tu oczywiście nie było spalonego. Nie było ku*** spalonego, krzyknął zawodnik gości…
… I zarobił żółtą kartkę (nie ten co trzeba). Taki szczegół, kto by się o to spierał.
Ten pan w czapce przyjechał do sanatorium. W sumie byliśmy jedynymi osobami neutralnymi. I w czapkach. Łącznie widownia oscylowała w granicach 10 osób. Wynik remisowy 2-2. Ze wskazaniem na Krakusa. PS. Pora pomyśleć teraz.

Opublikowano groundhopping | Otagowano , , , , , , , | 6 Komentarzy