Ekstraklasa: Cracovia – Górnik Zabrze (2)

(137). Chyba tak…

Obiekt: Stadion im. J. Piłsudskiego przy ul. Kałuży 1 (36 wizyta)
Data: 6 października, godzina 15.00
Mecz: Cracovia (2) – Górnik Zabrze (11) 1-1 (1-1)

Poziom rozgrywek: 1 poziom, Ekstraklasa 2019/2020
Widzów: 8 783
Pogoda: 8°
Bilet:
27
PLN

Nastała jesień. Jeśli się nie mylę to najgorszy miesiąc. Musiałem zerknąć jak to było w poprzednich latach. Niestety, ale nie zbyt dobrze. Zimno, którego nienawidzę bardziej niż arogancji, na stałe wpiszę się w najbliższe dni, tygodnie i miesiące.

Wstałem jak zwykle 7.33. Raczej czułem zimno niż jakieś inne aspekty. Przeglądam rano gazetę, portal Cracovii i trochę Twittera. Czytam, że możemy być liderem, ale musimy wygrać. Nastroje optymistyczne, ale moim zdaniem było o to dziś ciężko. Mimo wszystko. I tak powoli zbieram się na mecz. Przeżywam je na swój sposób. Ciężko. Jak już mówiłem i pisałem, bardzo mnie cieszy i dalej chcę jeździć, bo nie robię tego zmuszając się. Co to – to nie. Miałbym pewnie już grubo ponad 200 wyjazdów w różne miejsca, ale tak jak piszę, nie robię tego dla tych cyfer. Byłem w tym sezonie na wszystkich meczach Pasów z czego się cieszę. Tak. Dopisuję mi zdrowie odpukać. Odpowiadam, nie – nie jeżdżę do lekarzy od czasu operacji. Po prostu zrezygnowałem. Powiedziałem temu pas. To jest mój wybór, bo nie chciałem być uwiązany ciągłym graniem tej samej roli. Marnej. W marnym teatrze. Zostawmy to. Cieszę się z tego jednego punktu, bo dzisiejsza gra pozostawia wiele do życzenia. Drugie miejsce za Pogonią Szczecin z którą Cracovia zagra następny domowy mecz! Ten odbędzie się w piątek 25 października o 18. To może być super mecz i mam nadzieję, że mimo tego zimna, ludzie będą znów chcieli licznie przyjść. Tyle ode mnie. Niżej jeszcze trochę pasiastych wspomnień, które przygotowałem.

*

Z pasiastych wspomnień # 4

W październiku 1982 roku w 10-tej kolejce Cracovia grała z Górnikiem Zabrze. Trudno w to uwierzyć, że pierwszych 12 meczów ligowych z Górnikiem to same porażki. Ten mecz był dopiero drugim remisem, ale pierwszym bezbramkowym. Po przerwie na reprezentację w której trener Antoni Piechniczek nie postawił w Lizbonie na Tadeusza Dolnego – piłkarza Górnika, lepsze były skazane na porażkę Pasy. Śląska prasa o grze Cracovii napisała:  „Krakowianie od czasu do czasu próbowali jednak kontr i kilkakrotnie były one udane, chociaż bez bramkowych efektów; ze skutecznością tez było u nich licho. Najlepsze sytuacje mieli Konieczny, Błachno i Gacek. Sporo racji mieli ci, którzy po meczu twierdzili, iż gdyby Cracovia śmielej ruszyła do przodu, to z tak grającym Górnikiem mogła wygrać.” A tytuł jednoznacznie wyrażał grę Zabrzan, „Ani ładu, ani składu”. a Sport napisał: „Antyfutbol w Zabrzu”.

„Sobotni mecz „pasiaki” rozegrały bardzo mądrze pod względem taktycznym. Uważna, agresywna defensywa, dobra gra 4 zawodników w drugiej linii i bardzo szybkie wyjścia do przodu z udziałem 3, 4 graczy całkowicie wybiły zabrzan z uderzenia.”. Tak pisano o meczu w Zabrzu, meczu który dał jeden punkt, kto wie, czy nie dający utrzymania w lidze.

Górnik do czołówki ligi nie należał. Także walczył o utrzymanie. Ale to piłkarze Cracovii stwarzali sobie sytuację. Szkoda tylko, że je marnowali. I tak: W 5 minucie piłka uderzena przez Gacka głową o centymetry mija bramkę. W 8 minucie również Błachno strzelał głową. W 14 min. Konieczny z 16 metrów strzelił nad bramką. W 29 min. Tobolik po centrze Błachny, nie trafił czysto w piłkę i ta przeszła obok lub według innego źródła nie trafił do… pustej bramki. W 45 min. Gacek z 12 metrów głową nie trafił do bramki. W drugiej połowie dalsze marnotrawstwo „Pasów”. W 72 min. Błachno z 8 metrów posłał piłkę głową nad bramką. Górnik miał niewiele akcji, a za jedną z takich należy uznać silny strzał Pałasza, obroniony przez bramkarza Adama Koczwarę. „W drużynie „pasiaków” praktycznie wszyscy zawodnicy zasłużyli na słowa pochwały, grali bowiem z wielką ambicją i wolą walki. Najwyższe noty należą się Krzysztofowi Gackowi i Józefowi Koniecznemu . Górnik natomiast to jedno wiel­kie rozczarowanie.”.

Źródła:

Trybuna Robotnicza, nr. 205 z 18.10.1982
Dziennik Polski, nr. 179 z 18.10.1982
Echo Krakowa, nr. 154 z 18.10.1982
Sport, nr. 159 z 18.10.1982

*

Конец фильма. Na ten moment czuję, że chcę zakończyć pisanie bloga. Wiadomym jest i raczej oczywiste, że będę się pojawiał jeszcze na meczach, choćby w Ostrawie (9.11) czy wszystkie mecze domowe Cracovii. Natomiast dzisiaj umarło coś na waszych oczach i na pytanie, moja Droga, czy chcesz zakończyć pisanie? Odpowiadam – chyba tak. … Z zewnątrz, skądś, słyszę głos: Może razem byłoby łatwiej? … Może, na pewno… Głęboko w to wierzę. Jestem idiotom. Pasy są w czołówce tabeli, ja się cieszę!

*

PS. Czyli posłowie. Godzina 17.05 czekam po meczu pod Żabką na Piłsudskiego w umówionym miejscu. Jakoś tak się złożyło, że miałem na sobie dalej szalik pasiak i podeszła do mnie dziewczyna, nie – niech będzie kobieta i zagadneła z kim grała Cracovia? Na odpowiedź, że z Górnikiem, zrobiło jej się miło, gdyż mieszkała dwa lata w Zabrzu i kibicuję obydwu klubom. Teraz przyjechała z mężem z Rzeszowa. Ehh… Naprawdę miła rozmowa… Na to francowate zimno. Niestety, musiałem jechać do domu.

II liga: Garbarnia Kraków – Stal Stalowa Wola

(136). Pozytywne wibracje

Obiekt: Stadion Garbarni Kraków przy ulicy Rydlówka
Data: 28 września, godzina 15.30
Mecz: Garbarnia Kraków – Stal Stalowa Wola

Poziom rozgrywek: 3 poziom, 2 liga 2019/2020,
Widzów: 352
Pogoda: 16°
Bilet:
15
PLN

Jest sobota. Ostatni weekend września, idealna pogoda do gry w piłkę nożną. Czyli gdzie mogę być? Na haju, a może w tramwaju? Pudło, choć w sumie… No dobra. Przejdę do sedna. Postanowiłem odwiedzić Garbarnię Kraków. Myślę, że każdy odwiedzający nasze miasto powinienem obowiązkowo wybrać się na Ludwinów by zobaczyć i poczuć klimat.

Wyjaśnię jedno, że jeśli chodzi o kibiców, którzy prowadzą doping to są w Krakowie tylko trzy klubu. Cracovia, Wisła i Hutnik. Mogą kibice Garbarni się obrazić za to stwierdzenie, ale takie są fakty. Bo przecież doping nie ogranicza się jedynie do walenia w bęben ile fabryka dała. Niestety, ale facet, który prowadzi doping na Garbarni, wybrany został prosto z łapanki albo co bardziej prawdopodobne – z baru. To smutne i aż zbyt okrutne by się nad tym rozpisywać, bo Garbarnia to klub z piękną historią. Kiedy jadę lub jeździłem za swoją drużyną to pierwsza zasada była, że żadnego picia alkoholu, żadnych dragów – jedziemy wspierać drużynę. Cóż „ultrasi” Garbarni muszą uczyć się od najlepszych. I muszą pamiętać, że powyższe używki po meczu, a nie zamiast meczu!

To tyle o scenie kibicowskiej Krakowa. Smutnej, ale prawdziwej. Teraz coś o normalnych kibicach. Otóż na Garbarnię zawsze przychodzą jednak ludzie. I bywało, że stadion wypełniał się do ostatniego miejsca. Chodzą i pewnie zawsze będą chodzić kibice, którzy w sercu mają Garbarnię. Nie można porównać tego z Hutnikiem czy innym klubem, bo po prostu tutaj zdecydowanie jest inaczej.

Droga na stadion od ulicy Konopnickiej. Tak jest i pewnie zostanie. Dla tych co jeszcze nie byli łatwiej powiedzieć, że na stadion Garbarni można dostać się od rzeki Wilgi. Kasjer sprzedaje bilety w budce, a podczas mojej pierwszej wizyty, sprzedaż była prowadzona z… auta. Porządkowi „skasowali” mi bilet, a do plecaka nie chcieli zaglądać. Na moje pytanie czy mam otworzyć? Odpowiedź była, jak pan chcę… Z góry uprzedziłem, że nic tam nie mam. Odpowiedź: U… to szkoda. Dopiero po chwili załapałem o co chodzi z tym krakowskim sucharem i też zacząłem się śmiać.

Śmiechu jednak nie było jeśli chodzi o grę, bo ta raziła w oczy. Garbarnia bała się drużyny, która zajmuję miejsce w strefie spadkowej. Obrona drużyny przyjezdnej sama prosiła się o strzelanie jej goli. Różnice i wyszkolenie widać gołym okiem. Wszystkie stracone gole należy zapisać na konto bramkarza, który bronił w fatalnym stylu. Wynik 3-1 dla Stali. Sprawiedliwy, bo potrafili wykorzystać słabszy dzień „Garbarzy”. Zespół z Ludwinowa miał w nogach także pucharowy mecz w środku tygodnia. Passa meczów bez zwycięstwa się przedłuża. Ostatni mecz Garbarnia wygrała w sierpniu z rezerwami Lecha Poznań. Obecnie zajmuję 8. miejsce w lidze, Stal nadal w strefie spadkowej.

W najbliższych dniach ustalę terminarz moich najbliższych i dalszych wyjazdów. Już teraz zapowiadam, że 9 listopada będę na meczu Banik Ostrawa – MFK Karwina w lidze czeskiej. Wcześniej planuje też coś ciekawego…

Puchar Polski: Cracovia – Jagiellonia Białystok

(135). Pucharowa przygoda.

Obiekt: Stadion im. J. Piłsudskiego przy ul. Kałuży 1 (35 wizyta)
Data: 25 września, godzina 17.30
Mecz: Cracovia – Jagiellonia Białystok 4-2
(2-1)
Poziom rozgrywek: Totolotek Puchar Polski 2019/2020, 1/32 finału
Widzów: 3 512
Pogoda: 16°
Bilet:
27
PLN

Ledwo skończył się jeden mecz, a już grają następny. To na pewno cieszy, poniekąd może nawet ratuje. Smuci apetyt na autodestrukcję. Żeby się zniszczyć. Są takie momenty kiedy podaję rękę starszym ludziom, tych samych, którzy już regularnie wpisują się w moją historię i myślę sobie: „Kurwa, Ci ludzie faktycznie mnie lubią”. Między ludźmi, albo jest chemia, albo jej nie ma. W końcu widzę, że Ci ludzie nie wszystkim na sektorze podają dłoń, a i do niektórych tylko z rzadka zagadną, dzieląc się spostrzeżeniami. Ponieważ ja stworzyłem ten blog to muszę cierpieć, bo każdy twórca musi cierpieć i każdy mężczyzna musi zniszczyć to co kocha. To ostatnie zdanie jest lekką, tylko lekką parafrazą, co napisał Stephen King w świetnym Lśnieniu. Kinga będę podziwiał za twórczość, ale obiecałem sobie, że nigdy nie przeczytam żadnej jego książki od roku 1990 w wzwyż. Nad innymi będę się rozpływał, trzymając egzemplarze na swojej półce.

Z pasiastych wspomnień #3 Debiut Błachny, pierwszy historyczny mecz z Jagiellonią i mizerna gra

Inauguracja sezonu 1980/81 dla krakowian miała miejsce w Białymstoku. 24 sierpnia o godzinie 16.30 na stadionie przy ulicy Słonecznej zasiadło 6 tysięcy widzów (wg. innych źródeł 5 tys.), by zobaczyć grę beniaminka II ligi wschodniej Jagiellonię z kandydatem do awansu Cracovią. Remis wywalczony przez „budowlanych”, jak pisała prasa byłby dużym sukcesem. Tymczasem stała się jeszcze większa niespodzianka, bo Jagiellonia odniosła zwycięstwo. W 24 minucie sędzia nie uznał gola Leśniewskiego zdobytego przez Jagiellonię, po tym jak bramkarz „Pasów” wypuścił piłkę przed siebie. W 31 minucie przed szansą zdobycia gola był Bujak, ale bramkarz Jagiellonii obronił strzał z bliskiej odległości. Niewiele działo się i w pierwszej, a trochę więcej w drugiej części meczu. Najważniejszy był gol Łukasika po dobitce Maruszki. Jagiellonia skoncentrowała się na obronie korzystnego wyniku, a „Pasy” grały zbyt schematycznie. „Reasumując mecz był typową walką o punkty, w której większość dojrzałości Cracovii gospodarze przeciwstawili dynamikę i ambicję. Zwycięstwo Jagiellonii należy uznać za zasłużone, chociaż przez większą część gry optycznie przeważali goście. W białostockim zespole nikt z dwunastu występujących na świetnie przygotowanej murawie stadionu Gwardii zawodników nie sprawił zawodów, a ponad przeciętność wybijali się Sowiński, Sieliwonik i Czarniecki. Natomiast najlepszym zawodnikiem renomowanej Cracovii, po grze której spodziewano się w Białymstoku znacznie więcej wyróżnili się reżyser większości akcji Błachno oraz okresami Konieczny.” Warto też wspomnieć, że mecz z trybun oglądał selekcjoner reprezentacji Polski Ryszard Kulesza.

Źródła:

Echo Krakowa, nr. 181 z 25.08.1980
Gazeta Współczesna, nr. 181 z 22.08.1980
Gazeta Współczesna, nr. 182 z 25.08.1980

Kiedy wyjeżdżałem dzisiaj na mecz to miałem w planach zobaczenie jeszcze jednego meczu. Ostatecznie odpuściłem sobie i poświęciłem ten czas na przeczytanie paru rozdziałów książki Homo Deus. Krótka historia jutra. Światowy bestseller. I niezły bełkot. Z książki można się dowiedzieć takiej bzdury, że podczas rewolucji w Rumunii w 1989 roku i słynnego przemówienia Ceausescu w Bukareszcie, tajne służby Securitate zabroniły pokazania bezradnie przemawiającego do tłumu dyktatora. Otóż nie! W tym czasie państwowa telewizja TVR była już dawno przejęta przez opozycję. Nie chce się rozpisywać nad tym, ale poświęciłem temu trochę czasu. Przeczytałem parę dobrych książek i gdzieś tam, jak życie się dobrze potoczy. Odwiedzę Rumunię. Moje plany zawsze realizuję. Może jestem trochę nie terminowy, ale zawsze je realizuję. Podkreślę to jeszcze raz, zawsze.

Dobiegł końca mój mini maraton związany z „Pasami”. Szkoda, ale długo nie przyjdzie czekać, bo już 6 października mecz z zabrzańskim Górnikiem. Chciałbym napisać, że wszystko dobrze się skończy. Wydaję mi, że nie. Może nie ma już płaczu na przywołanie tych pięknych wspomnień N i K. Ale… no właśnie. Pozdrawiam, życząc wszystkim fajnych wspomnień:)